Niewiarygodne zdarzenia rozegrały się 25 stycznia na niestrzeżonym przejeździe kolejowym przy ulicy Poniatowskiego w Błoniu. Samochód osobowy marki Ford z nieznanych przyczyn stanął w poprzek torów, blokując ruch kolejowy. Dwie osoby podróżujące pojazdem natychmiast opuściły auto, próbując bezskutecznie zepchnąć je z torowiska.
Interwencja policji i dramatyczny finał
Na miejsce szybko dotarł patrol policji, jednak funkcjonariusze, podobnie jak kierowca i pasażerowie, nie byli w stanie usunąć pojazdu. Po pewnym czasie policjanci wraz z właścicielami Forda wycofali się za zamknięte rogatki. Niestety, zaledwie chwilę później, z dużą prędkością nadjechał pociąg relacji Szczecin-Rzeszów, który uderzył w unieruchomiony samochód. Dramat rozegrał się na nowo, gdy z przeciwnego kierunku nadjechał kolejny skład, tym razem na trasie Warszawa-Frankfurt, który również zderzył się z rozbitym pojazdem.
Jak informuje portal poleca.to, całą sekwencję tych niebezpiecznych zdarzeń zarejestrował monitoring PKP Polskich Linii Kolejowych. Materiał ten został udostępniony w lutym, skłaniając nas do zadania pytań policji o przebieg interwencji i powody braku reakcji na wyłamanie zapór.
Procedury policyjne pod lupą
Z informacji przekazanych przez Komendę Powiatową Policji dla Powiatu Warszawskiego Zachodniego wynika, że niespełna trzy minuty przed pierwszym uderzeniem pociągu, na miejscu pojawił się funkcjonariusz. Kierowca próbował bezskutecznie skontaktować się z numerem telefonu widniejącym na szlabanie, jednak nikt nie odpowiadał. Policjant, zgodnie z procedurami, zadzwonił na numer alarmowy 112.
Po rozmowie z kierowcą, policjant przez 30 sekund przekazywał informacje dyżurnemu, który następnie wprowadził je do systemu, uruchamiając procedurę powiadamiania kaskadowego. Podinspektor Ewelina Gromek-Oćwieja, oficer prasowy KPP dla Pow. Warszawskiego Zachodniego, wyjaśniła, że priorytetem jest systemowe powiadomienie wszystkich służb, które mają ściśle określone role. Analiza zapisu monitoringu potwierdza, że cała procedura trwała około dwóch minut. W tym czasie sygnalizator zaczął nadawać sygnał o zbliżającym się pociągu, a rogatki zaczęły opadać.
„Wtedy jest już za późno na podejmowanie prób przepychania, holowania pojazdu, gdyż w oddali widać na filmie światła zbliżającego się pociągu. Dodatkowo stwarzałoby to zagrożenie dla kierującego pojazdem, jak i potęgowało konsekwencje uderzenia w dwa pojazdy znajdujące się na przejeździe” – podkreśliła policjantka. Dodała, że funkcjonariusz zachował przytomność umysłu, ostrzegł wszystkich i nakazał opuścić torowisko, a następnie wycofał radiowóz. Wyłamanie rogatek nie zatrzymuje ruchu pociągów, a jedynie uruchamia system powiadamiania, który i tak został zainicjowany przez policjanta. Postępowanie wyjaśniające nie wykazało nieprawidłowości w działaniu funkcjonariusza.
Śledztwo prokuratury i dochodzenie PKP
W związku z incydentem prokuratura wszczęła śledztwo z artykułu 174 paragraf 1 Kodeksu karnego, dotyczącego sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym. Jak poinformował prokurator Piotr Skiba, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie, nikt jeszcze nie usłyszał zarzutów. Wstępnie wykluczono, by kierowca był pod wpływem alkoholu lub innych substancji. Dodatkowo, komisja kolejowa bada okoliczności zdarzenia i przygotowuje raport dotyczący uszkodzeń infrastruktury. PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. zamierzają dochodzić od sprawcy finansowego zadośćuczynienia.
Dla mieszkańców Błonia ta sytuacja jest szczególnie alarmująca. Przejazd kolejowy przy ulicy Poniatowskiego to kluczowa arteria komunikacyjna, z której korzystają tysiące osób dziennie. Incydent ten podkreśla potrzebę pilnego zwiększenia bezpieczeństwa w tym miejscu i przypomina o potencjalnych zagrożeniach wynikających z awarii pojazdów w newralgicznych punktach infrastruktury.
Źródło informacji: tvn24.pl