W latach 60. XX wieku drużyna hokejowa Bzury Chodaków była jedną z czołowych ekip w ogólnopolskich rozgrywkach, występując na przemian w drugiej i trzeciej lidze. Mecze domowe przyciągały niemal całą społeczność Chodakowa, która żyła sportem w rytmie zmieniających się pór roku. Dziś tamte czasy przywołują dwaj byli zawodnicy Bzury: napastnik Józef Kaczmarek i bramkarz Zbigniew Łażewski, którzy do dziś utrzymują serdeczny kontakt.
Historia Józefa Kaczmarka
Józef Kaczmarek rozpoczął swoją przygodę z hokejem około 1958 roku, mając zaledwie 14 lat. Trenował w sekcji juniorów Bzury, poznając pionierów tego sportu w Chodakowie, takich jak Kazimierz Kociołek, bramkarz Tadeusz Motyliński oraz Franciszek Głowacki, trener, który przybył z Warszawy i odegrał kluczową rolę w rozwoju sekcji.
Kaczmarek szybko odnalazł się na lodzie. Jego talent do strzelania i zręczność sprawiły, że po roku gry w juniorach trafił do pierwszej drużyny. Choć początkowo nie znał wszystkich przepisów gry, jego ogromna chęć do nauki i zaangażowanie były nieocenione.
Jako nastolatek Kaczmarek został powołany do reprezentacji województwa. W regionach o silnej tradycji hokejowej tworzono wówczas ośrodki szkoleniowe dla młodych talentów. Tam trener uświadomił mu, że jego styl jazdy na łyżwach przypominał bardziej bieg niż płynne poruszanie się po lodzie. Po indywidualnych treningach Kaczmarek opanował prawidłową technikę, co początkowo wpłynęło na jego prędkość, ale z czasem pozwoliło na osiągnięcie jej na solidniejszych podstawach.
W drużynie Kaczmarek szybko objął rolę nieformalnego lidera i trenera. Gdy Jan Ulmer był nieobecny, to on prowadził treningi i przygotowywał zespół do meczów, przekazując zdobytą wiedzę. Mimo braku doświadczenia i popełnianych błędów, w 1961 roku drużyna wywalczyła awans do drugiej ligi.
Obowiązkowa służba wojskowa skierowała go w 1964 roku na rok do Legii Warszawa, gdzie grało wielu reprezentantów Polski. Następnie występował w Lubliniance. Po powrocie do Chodakowa jako zawodnik Lublinianki, zmierzył się ze swoimi dawnymi kolegami z Bzury, odnosząc zwycięstwo.
Anegdota z tamtego okresu ilustruje warunki sprzętowe – Kaczmarkowi, posiadającemu niewielką stopę (rozmiar 39), przygotowano specjalne łyżwy. Kiedy wrócił do Chodakowa jako przeciwnik, nie otrzymał już swoich „specjalnych” butów.
Po zakończeniu służby wojskowej w 1966 roku, Józef Kaczmarek ożenił się i wrócił do Bzury. Był to złoty okres dla chodakowskiej drużyny, wzmocnionej wówczas m.in. przez Henryka Janotę, byłego zawodnika Legii. Później Kaczmarek grał przez rok w Stoczniowcu Gdańsk, ale z powodów rodzinnych, związanych z niechęcią żony do przeprowadzki na Wybrzeże, wrócił do Chodakowa.
W tamtych czasach zawodnicy nie otrzymywali wynagrodzenia. Byli formalnie zatrudniani w dużych zakładach pracy, często tylko na papierze, co pozwalało im na uczestnictwo w treningach i meczach. Po powrocie do Bzury Kaczmarek przez kilka lat grał i jednocześnie prowadził drużynę. Jak wspomina, największym problemem był brak sztucznego lodowiska, a później brak środków i zespołu. Sprzęt przekazano juniorom, a drużyna seniorów zakończyła działalność.
Szczególnie zapadły mu w pamięć mecze ze Zniczem Pruszków. Po jednej z porażek, kierowca zespołu rzucił pół żartem pół serio, że jeśli drużyna wygra następny mecz, postawi zawodnikom litr wódki. Bzura wygrała, a decydującą bramkę w ostatnich sekundach zdobył Kaczmarek.
Wspomina również trudne warunki wyjazdów – brak szatni w Nowym Dworze, gdzie przebierano się w domach działaczy, czy ekstremalne warunki pogodowe, jak podczas meczu w Pionkach, gdzie intensywne opady śniegu sprawiły, że jedna tercja trwała ponad godzinę, a lód był zasypany śniegiem.
Wspomnienia Zbigniewa Łażewskiego
Zbigniew Łażewski rozpoczął grę w hokeja w 1961 roku, mając 16 lat. Trenował w międzyszkolnym klubie prowadzonym przez Kazimierza Kociołka, a sam zespół wykładał lodowisko, na którym odbywały się treningi i mecze.
Szybko trafił do drużyny seniorów. Łażewski określa zespół jako „za dobry na trzecią ligę, a za słaby na drugą”. W przypadku niekorzystnej pogody, zawodnicy jeździli na Torwar w Warszawie, jedyne sztuczne lodowisko w regionie, często na nocne treningi, które zaczynały się około północy. Zakłady pracy wychodziły zawodnikom naprzeciw, zwalniając ich z pracy następnego dnia po nocnych ćwiczeniach.
Podobnie jak w przypadku Kaczmarka, zawodnicy nie otrzymywali wynagrodzenia za grę. W Chodakowie sport był jedną z niewielu form aktywności dla młodych ludzi – latem piłka nożna, zimą hokej, często w tym samym składzie osobowym. Klub zapewniał sprzęt i organizował obozy, a fabryka wypłacała pensję. Łażewski wspomina Józefa Kaczmarka i braci Górnickich jako kluczowych graczy tamtych lat.
Szczególnie w pamięci Łażewskiego zapisały się mecz z reprezentacją Bułgarii, przegrany w Chodakowie 6:4, oraz spotkanie z Okęciem Warszawa, w którym grał m.in. były reprezentant Polski, Manowski. Łażewski wspomina z dumą obronę karnego strzelanego przez Manowskiego, uznając to za swój wielki sukces.
Na mecze Bzury przychodził niemal cały Chodaków. Podczas gdy piłkarze wywodzili się niemal wyłącznie z tej miejscowości, w drużynie hokejowej grało tylko dwóch zawodników z Warszawy. Trzon zespołu tworzyli m.in. Józef Kaczmarek, Jan Ulmer, Jóźwiak i sam Łażewski. Podkreśla unikalną atmosferę panującą w takich małych społecznościach, gdzie wszyscy się znają, co dziś jest rzadkością w większych klubach.
Z żalem opuszczał Bzurę, ale oferta z pierwszoligowego GKS Tychy była nie do odrzucenia. Na Śląsku Łażewski stał się filarem zespołu, pracował w kopalni Murcki, miał więcej czasu na treningi, otrzymał mieszkanie i zarabiał wielokrotnie więcej niż w Chodakowie. Tam założył rodzinę i pozostał na stałe.
Mimo przeprowadzki, Łażewski wciąż wraca do Chodakowa, utrzymuje kontakt z Józefem Kaczmarkiem, a część jego rodziny mieszka w tej okolicy. Jak sam mówi, czuje się tam jak u siebie.
Jak dowiedział się lokalny portal poleca.to, historia Bzury Chodaków to przykład pasji i zaangażowania społeczności lokalnej w rozwój sportu, nawet w obliczu trudności i braku profesjonalnego zaplecza. Wspomnienia byłych zawodników rzucają światło na tamte czasy i pokazują, jak ważną rolę odgrywał sport w życiu mieszkańców Chodakowa. Wielu mieszkańców Sochaczewa i okolic pamięta zapewne sukcesy lokalnych drużyn sportowych i czasów, gdy sport jednoczył społeczność wokół wspólnych pasji.
Źródło informacji: Ziemia Sochaczewska