Poleca.to
Polska

Król patostreamów bezkarny mimo wyroków. Gigantyczne zarobki i szokujące kulisy procederu

Kolejne reportaże ujawniają szokujące kulisy polskiego patostreamingu. Twórcy zarabiają miliony, wykorzystując osoby nieporadne życiowo i siejąc przemoc w internecie. System prawny okazuje się bezradny wobec tego zjawiska.

Wsparcie AI. Ten materiał został opracowany przy wsparciu narzędzi sztucznej inteligencji, a następnie zweryfikowany i zatwierdzony przez redakcję poleca.to.
Król patostreamów bezkarny mimo wyroków. Gigantyczne zarobki i szokujące kulisy procederu

Agresja, publiczne spożywanie alkoholu i wykorzystywanie osób nieporadnych życiowo to smutna codzienność polskiego patostreamingu. Pomimo zapowiedzi polityków i działań prokuratury, twórcy tego typu treści nadal zarabiają fortunę, pozostając niemal bezkarni. Kulisy tego zjawiska odsłania Monika Gawrońska w reportażu dla Polsat News.

Zjawisko patostreamingu, choć nie nowe, w ostatnich latach rozwinęło się na niespotykaną dotąd skalę i przynosi ogromne zyski. Według danych NASK, już co czwarty nastolatek w Polsce regularnie ogląda tego typu materiały. Algorytmy platform społecznościowych w zaledwie cztery minuty potrafią skierować młodego użytkownika do nagrań pełnych przemocy i upokorzeń.

Narodziny fenomenu

Za prekursora tego gatunku uznawany jest Daniel Z., znany w sieci pod pseudonimami kojarzonymi z przemocą i alkoholem. Jako jeden z pierwszych dostrzegł, że spożywanie alkoholu przed kamerą i wywoływanie awantur z bliskimi przyciąga więcej widzów niż tradycyjne treści, jak gry wideo. „Daniel zauważył, że on nawet nie musi grać w grę, tylko pić i gadać i wtedy jest jeszcze więcej osób, jeszcze śmieszniej, jeszcze więcej pieniędzy wpłacają. I tak się zaczęła jego kariera” – tłumaczy Kuba Wątor, dziennikarz i autor książki „Influenza”.

Daniel Z. stał się „głową” rodziny, która z libacji alkoholowych uczyniła stałe źródło dochodu. Z czasem zjawisko ewoluowało, a konflikty między streamerami stały się podstawą do organizacji freak fightów – gal, na których influencerzy rozwiązują swoje spory w klatkach. Obecnie Daniel Z. mieszka w Warszawie, a jego obecność jest zmorą dla sąsiadów. „Tutaj takie rzeczy się dzieją. Ktoś tam na czworakach wychodzi z mieszkania, kogoś wypychają o 23:00. No jest hałas, jest brzydki zapach, jest awantura” – opowiada jeden z sąsiadów streamera.

Pomimo licznych interwencji policji i uciążliwości dla otoczenia, właściciele mieszkań często czują się bezsilni wobec lokatorów, którzy z internetowych awantur uczynili swój model biznesowy.

Potężne pieniądze. Nawet 200 tysięcy złotych miesięcznie

Zarobki czołowych patostreamerów są szokujące. Szacuje się, że Daniel Z. może inkasować nawet do 200 tysięcy złotych miesięcznie. Pieniądze pochodzą z darowizn od widzów (tzw. donejtów), bonusów za przekierowywanie użytkowników na niszowe platformy streamingowe, takie jak Kick, a także z udziału w galach freak fightowych.

Patostreaming to jednak nie tylko alkoholowe libacje. To także żerowanie na osobach zmagających się z chorobą alkoholową lub niepełnosprawnością intelektualną. Przykładem jest kanał prowadzony przez przedsiębiorcę z województwa świętokrzyskiego, Sylwestra. Na jego filmach mężczyźni z chorobą alkoholową wykonują upokarzające zadania. „Czy nie widzi pan w tym nic złego, że osoby nieporadne życiowo pan nagrywa i czerpie z tego korzyści?” – pyta reporterka Polsat News. „No ja nie czerpię tylko z tego korzyści, oni też czerpią. Pół na pół, mi się wydaje” – odpowiada Sylwester, dodając, że ma z nimi podpisane umowy na wizerunek „w charakterze prześmiewczym”.

Tragiczny finał „kariery” Krzysztofa Kononowicza

Najbardziej jaskrawym przykładem wykorzystywania człowieka przez mechanizmy internetowe jest historia Krzysztofa Kononowicza. Osoba, która przed laty zdobyła popularność jako kandydat na prezydenta Białegostoku, została wciągnięta w świat patostreamingu. Przez lata był nagrywany, wyśmiewany i prowokowany do agresji przez osoby podające się za jego opiekunów. Sławomir Nowak, jeden z twórców publikujących materiały z Kononowiczem, twierdził, że pomagał mężczyźnie. Jednak stan zdrowia Kononowicza, który na nagraniach był brudny, zaniedbany i przebywał w fatalnych warunkach sanitarnych, świadczył o czymś innym.

Finał tej historii był tragiczny. W lutym 2025 roku Krzysztof Kononowicz trafił do hospicjum z zanikiem mięśni i odleżynami. Miesiąc później zmarł. Prokuratura w Białymstoku wszczęła śledztwo w sprawie znęcania się psychicznego nad nim, jednak sprawa została umorzona. Obecnie zasadność tej decyzji bada Prokuratura Krajowa.

Prawo, które nie nadąża

Mimo upływu lat i kolejnych tragedii, polskie państwo wydaje się bezradne wobec tego zjawiska. Politycy od lat obiecują walkę z patostreamingiem, jednak realne narzędzia prawne wciąż nie istnieją. Platformy takie jak YouTube i TikTok deklarują walkę z patostreamingiem, usuwając konta. Jednak twórcy pokroju Daniela Z. w ciągu kilku dni zakładają nowe profile i wracają do nadawania.

Rządzący pokładają nadzieję w unijnym akcie o usługach cyfrowych (DSA), który ma ułatwić współpracę z platformami i badanie ich algorytmów. Polska ustawa wdrażająca te przepisy została jednak zawetowana. Choć Daniel Z. spędził rok w więzieniu i ma na koncie liczne wyroki (m.in. za pobicia i groźby), nadal prowadzi działalność.

Michał Gramatyka, wiceminister cyfryzacji, przyznaje: „Najgorsze jest to, że ci ludzie są dzisiaj bezkarni. Nawet jeżeli stwierdzimy, że to jest nawoływanie do samookaleczenia czy zachowań rzutujących na zdrowie dzieciaków, to ci ludzie dziś są bezkarni”. Do marca 2026 roku żaden z trzech poselskich projektów mających na celu penalizację patostreamingu nie został uchwalony. Dopóki system nie odetnie patostreamerów od możliwości łatwego zarobku i nie wprowadzi realnej odpowiedzialności dla platform dystrybuujących przemoc, „królowie” patologii będą spać spokojnie – na koszt swoich zdemoralizowanych widzów.

Jak dowiedział się lokalny portal poleca.to, wielu młodych ludzi w naszym regionie, podobnie jak w całej Polsce, ma dostęp do platform, na których transmitowane są patologiczne treści. Brak skutecznych mechanizmów prawnych i łatwość tworzenia nowych kont przez streamerów sprawiają, że problem dotyka również naszego lokalnego podwórka. Rodzice i opiekunowie powinni być świadomi zagrożeń płynących z internetu i rozmawiać z dziećmi o bezpieczeństwie w sieci.

Gdzie szukać pomocy? Jeśli widzisz w internecie treści prezentujące przemoc lub naruszające godność człowieka, nie bądź obojętny. Zgłoś to do Dyżurnet.pl lub zadzwoń pod numer 0 801 615 005.

Źródło: polsatnews.pl

Udostępnij:

Powiązane wiadomości