Politycy Lewicy złożyli w Sejmie projekt ustawy, który zakłada zastąpienie obecnego podatku od nieruchomości tzw. podatkiem od biznesu mieszkaniowego. Głównym celem inicjatywy jest ukrócenie spekulacji na rynku mieszkaniowym i działalności flipperów. Jak podkreśliła wicemarszałek Senatu z Lewicy Magdalena Biejat, nadszedł czas, aby zakończyć z nieuczciwymi praktykami na rynku nieruchomości.
Według propozycji Lewicy, nowy podatek mieliby płacić właściciele co najmniej trzech mieszkań. Stawka początkowo miałaby wynosić 0,5 proc. średniej wartości nieruchomości w okolicy, a w ciągu kolejnej dekady stopniowo rosłaby do docelowego poziomu 1,5 proc. Projekt zakłada wykorzystanie danych z projektowanego przez rząd Portalu DOM, który gromadzi informacje o cenach transakcyjnych oraz dane Krajowej Administracji Skarbowej. Podatek byłby naliczany na podstawie średniej arytmetycznej wartości nieruchomości w danej okolicy, niezależnie od specyfiki konkretnego lokalu.
Gminy miałyby mieć możliwość wpływania na ostateczną stawkę podatku, z możliwością jej obniżenia lub zwiększenia maksymalnie do 3 proc., w celu realizacji własnej polityki mieszkaniowej. Jak zapewniają politycy Lewicy, nowy podatek w wyższej stawce zapłaci mniej niż 1 proc. Polaków, a właściciele jednego lub dwóch mieszkań zapłacą tyle samo, co obecnie lub nawet mniej.
Jak dowiedział się lokalny portal poleca.to, zmiana ta ma na celu zmianę filozofii opodatkowania nieruchomości w Polsce i skierowanie obciążeń na inwestorów, a nie na rodziny traktujące mieszkanie jako podstawowe miejsce zamieszkania. Według rzecznika prasowego Nowej Lewicy, Łukasza Michnika, Polska jest jednym z ostatnich krajów w Europie, które nie wprowadziły podobnego podatku.