Po dziesięciu latach od zaginięcia i trzech uniewinnieniach Adama Z., sprawa śmierci Ewy Tylman powraca na wokandę. Ojciec zmarłej, Andrzej Tylman, w wywiadzie dla programu "Interwencja" wyraża swoje przekonanie o winie podejrzanego i krytykuje wymiar sprawiedliwości.
Andrzej Tylman od początku sprawy jest przekonany o winie Adama Z., który towarzyszył jego córce w ostatnią noc jej życia. "Ja cały czas twierdzę, że on wszystko wie, że on był do końca z nią, on ją prowadził. Tu nie ma innego wytłumaczenia. Prawo bardziej służy przestępcom niż poszkodowanym" – powiedział ojciec Ewy.
Ewa Tylman, 26-latka pochodząca z Konina, a mieszkająca w Poznaniu, zaginęła 22 listopada 2015 roku po spotkaniu integracyjnym ze znajomymi z pracy. Jednym z nich był Adam Z. Po zakrapianej alkoholem nocy, około trzeciej nad ranem, Ewa postanowiła wracać do domu w towarzystwie Adama Z. Nagrania z monitoringu potwierdzają ich wspólną obecność na mieście. Po tym ślad po Ewie zaginął.
Tydzień po zaginięciu Adam Z. został zatrzymany. Początkowo opowiadał śledczym o nieszczęśliwym wypadku nad rzeką Wartą, twierdząc, że Ewa wyrwała mu się z rąk i wpadła do wody. Zaprzeczał, by ją szarpał czy popychał, tłumacząc jej zachowanie potencjalnym strachem przed nim.
Jednak kilka godzin później Adam Z. miał przyznać się do zabójstwa w nieformalnej rozmowie z policjantami, która nie została jednak nagrana ani udokumentowana. Według relacji byłego dziennikarza "Głosu Wielkopolskiego", Norberta Kowalskiego, Adam Z. miał ponownie szarpać się z Ewą, która straciła przytomność po upadku ze skarpy, a następnie przeciągnąć ją do Warty.
Andrzej Tylman kwestionuje tę wersję, podkreślając, że do umieszczenia ciała w rzece, gdzie w tamtym czasie było niewiele wody, potrzebne było aktywne działanie, a nie tylko obserwacja. Brak odnalezionego ciała córki mimo przeszukania rzeki aż do Odry również budzi jego wątpliwości.
W prokuraturze Adam Z. odwołał swoje wcześniejsze zeznania i odmówił dalszych wyjaśnień. Ponad pół roku później odnaleziono ciało Ewy Tylman. Bezpośredniej przyczyny śmierci nie udało się ustalić, jednak biegli uznali, że najprawdopodobniej żyła, gdy trafiła do wody.
Łukasz Wawrzyniak z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu zaznaczył, że motyw zabójstwa nigdy nie został ustalony, a Adam Z. konsekwentnie nie przyznaje się do winy, ani w kwestii zabójstwa, ani nieudzielenia pomocy.
Proces Adama Z. rozpoczął się w lutym 2017 roku. Po trzykrotnym uniewinnieniu, w tym wyroku z 2019 roku, prokuratura i rodzina Ewy Tylman odwoływały się od decyzji sądu. Niedawno sąd apelacyjny uchylił ostatni wyrok uniewinniający. Sędzia stwierdziła, że oskarżony miał prawny i moralny obowiązek udzielenia pomocy Ewie, widząc jej upadek do rzeki, co kwalifikuje jego zachowanie jako przestępstwo z artykułu 162 Kodeksu Karnego (nieudzielenie pomocy osobie w bezpośrednim niebezpieczeństwie utraty życia), za co grozi do trzech lat pozbawienia wolności.
Andrzej Tylman wyraża nadzieję, że tym razem sprawiedliwość zatriumfuje. "Ja myślę, że on w końcu zostanie ukarany za nieudzielenie pomocy. Ewa była naszym oczkiem w głowie i mamy po prostu straszny żal w sercu, że jej nie ma" – podsumował.
Jak dowiedział się lokalny portal poleca.to, sprawa ta budzi ogromne emocje w regionie, gdzie wielu mieszkańców znało Ewę Tylman lub śledziło jej historię. Ponowne otwarcie postępowania daje nadzieję na wyjaśnienie tej tragicznej sytuacji i pociągnięcie winnych do odpowiedzialności, co jest kluczowe dla spokoju rodziny i poczucia sprawiedliwości społecznej.
Źródło informacji: Info