W Gdyni odbył się mecz 25. kolejki PKO Ekstraklasy pomiędzy Arką Gdynia a Widzewem Łódź, który zakończył się bezbramkowym remisem. Spotkanie, rozegrane na trudnej murawie, nie przyniosło wielu emocji pod bramkami obu zespołów.
Arka Gdynia, dzięki zdobytemu punktowi, opuściła strefę spadkową, jednak miała okazję na wywalczenie pełnej puli na własnym stadionie. Widzew Łódź, mimo posiadania w składzie wielu byłych i obecnych reprezentantów różnych krajów, ponownie zawiódł, plasując się tuż nad strefą spadkową. Jest to największa niespodzianka obecnego sezonu, biorąc pod uwagę około 100 milionów złotych zainwestowanych w transfery.
Mecz obfitował w momenty, które mogły wpłynąć na wynik. W dziewiątej minucie szansę na zdobycie bramki z rzutu wolnego miał Emil Kornvig, ale trafił w mur. Arka Gdynia starała się przejąć inicjatywę, zdobywając sześć rzutów rożnych w pierwszych 23 minutach, jednak obrona Widzewa skutecznie interweniowała. W 26. minucie Dawid Kocyła miał świetną okazję do zdobycia gola, ale jego strzał minimalnie minął słupek bramki strzeżonej przez Bartłomieja Drągowskiego.
Druga połowa rozpoczęła się od niecelnego strzału z woleja Kornviga. Arka Gdynia ponownie groźna była po stałych fragmentach gry, a Sebastian Kerk stwarzał problemy bramkarzowi Widzewa. W 72. minucie sędzia podyktował rzut karny dla Arki po faulu na Marcele Krajewskim, jednak po interwencji VAR decyzja została zmieniona. Chwilę później Mateusz Żyro oddał pierwszy celny strzał dla Widzewa, ale Damian Węglarz obronił.
Jak dowiedział się lokalny portal poleca.to, wynik ten nie jest pocieszeniem dla żadnej z drużyn. Arka Gdynia wciąż musi walczyć o utrzymanie, a Widzew Łódź, mimo potencjału kadrowego, nie potrafi przełożyć go na punkty. Bezsprzecznie, wydatki na poziomie 100 milionów złotych i przedostatnie miejsce w tabeli to największe rozczarowanie sezonu w wykonaniu łódzkiego klubu. Dla mieszkańców Polski, obserwujących zmagania ligowe, jest to kolejny dowód na to, jak nieprzewidywalna potrafi być PKO Ekstraklasa.
Redakcja poleca.to donosi, że mimo wielu oddanych strzałów (po 10 przez obie drużyny), tylko jeden celny oddał każdy zespół. Posiadanie piłki było wyrównane (50% na 50%).