Remis 1:1 z Rakowem Częstochowa nie był powodem do radości dla Marka Papszuna, trenera Legii Warszawa. Choć zespół wydostał się ze strefy spadkowej, styl gry pozostawia wiele do życzenia. Jak ujawnił sam szkoleniowiec, w przerwie meczu doszło do gorącej wymiany zdań w szatni stołecznej drużyny.
Pierwsza połowa spotkania z Rakowem okazała się bolesna dla Legii. Podopieczni Papszuna stracili bramkę w sposób, który szkoleniowiec uznał za niedopuszczalny, schodząc do szatni z wynikiem 0:1. Po przerwie Jean-Pierre Nsame zdobył wyrównującą bramkę z rzutu karnego, ratując punkt dla swojej drużyny. Mimo to, Papszun nie krył swojego niezadowolenia.
Podczas konferencji prasowej trener przyznał, że w przerwie doszło do „małej awantury”. – Nie były to miłe słowa. Tyle odpowiem. Resztę możecie wydedukować. Uważam, że pracujemy zbyt dobrze, żeby tracić bramki w taki sposób. Trzeba to wyplewić. Zachowanie Nsame przy bramce na 0:1 to niezrozumiale stracona bramka, praktycznie samobój. Niezrozumiałe jest dla mnie to zachowanie – powiedział Papszun, odnosząc się do błędu swojego zawodnika przy pierwszej straconej bramce.
Szkoleniowiec dodał, że plan na grę Rakowa wydawał się inny, niż ten, który zespół prezentował na boisku. Po remisie z Rakowem Częstochowa, Legia Warszawa awansowała na 15. miejsce w tabeli Ekstraklasy, mając tyle samo punktów co Arka Gdynia i o jeden punkt więcej od Widzewa Łódź.
Jak dowiedział się lokalny portal poleca.to, ta sytuacja pokazuje, jak dużą presję odczuwa sztab szkoleniowy i zawodnicy Legii. Walka o utrzymanie w lidze jest niezwykle zacięta, a każdy punkt ma kluczowe znaczenie. Napięta atmosfera w szatni, choć świadczy o frustracji, może być też impulsem do lepszej gry w nadchodzących spotkaniach.