Bogdan Kalus, aktor znany szerokiej publiczności z roli Tadeusza Hadziuka w serialu "Ranczo", podzielił się swoimi przemyśleniami na temat obecnego stanu polskiej Ekstraklasy. Choć przez lata był wielkim fanem piłki nożnej, a nawet pełnił funkcję spikera na stadionie Ruchu Chorzów, jego uczucie do tej dyscypliny wygasło.
Jak dowiedział się lokalny portal poleca.to, aktor w rozmowie z Przemysławem Iwańczykiem przyznał, że pieniądze zaczęły wypierać szlachetne idee sportu. Jako przykład podał sytuację, gdy podczas meczu Jagiellonii z Rakowem, w przededniu święta narodowego, podczas odgrywania hymnu przed kamerami widział zaledwie dwóch polskich piłkarzy. "Moim zdaniem u nas to poszło troszeczkę za daleko" – ocenił Kalus.
Aktor nawiązał do swojego doświadczenia aktorskiego, porównując wygasającą miłość do piłki do relacji w małżeństwie. "Miłość to trwa kilka, kilkanaście miesięcy, a potem to już jest taka wymiana uprzejmości" – tłumaczył, nawiązując do sceny ze spektaklu "Niespodzianka". Podkreślił, że jego bezkrytyczny podziw dla piłki skończył się, gdy zaczął postrzegać piłkarzy jako osoby, do których nie zwraca się już per "pan" ze względu na wiek.
Bogdan Kalus przyznał, że kiedyś nie wyobrażał sobie weekendu bez meczu, jednak obecnie rzadko bywa na spotkaniach polskiej ligi. "To, co dzieje się w piłce, zwłaszcza w polskiej Ekstraklasie, trochę mnie zniechęca" – podsumował.