Forma Ferrana Torresa w obecnym sezonie, a zwłaszcza w ostatnich meczach, budzi spore wątpliwości. Choć w pierwszej części rozgrywek Hiszpan był jednym z jaśniejszych punktów FC Barcelony, teraz zupełnie nie przypomina siebie z tamtego okresu. W ostatnim spotkaniu z Atletico Madryt na Camp Nou zanotował zaledwie 14 kontaktów z piłką, co jest wynikiem alarmującym, szczególnie w kontekście zbliżającego się powrotu Roberta Lewandowskiego.
W obliczu kontuzji Roberta Lewandowskiego, który złamał kość wewnętrzną w lewym oczodole podczas meczu z Villarreal, trener Hansi Flick był zmuszony postawić na Ferrana Torresa na pozycji napastnika w rewanżowym starciu z Atletico Madryt. Teoretycznie istniała również opcja wystawienia Marcusa Rashforda od pierwszej minuty, jednak ostatecznie to Anglik zastąpił Hiszpana w drugiej połowie. Mimo zmian, żadnemu z nich nie udało się zdobyć bramki, a Barcelona, mimo zwycięstwa 3:0, nie zdołała odrobić strat z pierwszego meczu i awansować do finału Pucharu Króla.
Jak dowiedział się lokalny portal poleca.to, Ferran Torres spędził na boisku 64 minuty, podczas których zaledwie 14 razy miał kontakt z piłką. Jest to zaskakująco mało, biorąc pod uwagę, że 26-latek powinien charakteryzować się większą mobilnością i uczestniczyć w grze pozycyjnej oraz kreowaniu akcji, niczym Julian Alvarez w Atletico, o którego ściągnięcie zabiegają Deco i Joan Laporta.
Torres nigdy nie był typowym egzekutorem pola karnego, jak kapitan reprezentacji Polski. Mimo to jesienią prezentował się bardzo dobrze, notując świetne statystyki i będąc najlepszym strzelcem zespołu. Obecnie jednak nie wnosi wartości ani w budowaniu akcji, ani w ich finalizacji. Co więcej, we wtorkowy wieczór na Camp Nou nie zanotował ani jednej próby dryblingu. W całym meczu przeciwko ekipie Diego Simeone 26-latek wykonał tylko dwa celne podania na siedem prób. Zaledwie jeden z jego trzech strzałów trafił w światło bramki. Choć intensywnie pracował w pressingu, nie jest to wystarczająca rola dla napastnika klubu formatu Barcelony.
To już siedem kolejnych spotkań, w których Ferran Torres nie zdobył bramki, licząc od 31 stycznia. Nie zaliczył również żadnej asysty. Obecnie nie stanowi on wartościowego ogniwa w ofensywie dla Hansiego Flicka, a mecz z Atletico Madryt jedynie potwierdził tę tezę. Jak skomentował Mateusz Święcicki dla „Meczyków”: „To był mecz bez środkowego napastnika. To był mecz, w którym Ferran wyglądał jak gracz zagubiony, jak piłkarz, który przepadł, jak zawodnik, który nie jest w stanie, nawet jak ma sytuację, zdobyć bramki”.
Nawet jeśli Ferran Torres obudzi się w końcówce sezonu i zdobędzie kilka ważnych bramek, trudno wyobrazić go sobie w dłuższej perspektywie jako następcę Roberta Lewandowskiego i przyszłego napastnika Barcelony. Nic dziwnego, że władze klubu aktywnie poszukują nowego „killera” na rynku transferowym. Tymczasem kibice i eksperci z pewnością z niecierpliwością czekają na powrót 37-letniego Polaka, który być może wystąpi w najbliższym meczu z Athletikiem Bilbao w specjalnej masce ochronnej. Robert Lewandowski, mimo licznych urazów i słabszej formy, w tym sezonie nie zaliczył siedmiu meczów bez gola. Po 32 spotkaniach ma na koncie 14 trafień. Ferran Torres zdobył o dwie bramki więcej, ale spędził na murawie niemal 500 minut dłużej. Być może jesienna forma 26-latka była jedynie wyjątkiem od reguły, a jego obecna dyspozycja odzwierciedla jego prawdziwe możliwości.
Warto zaznaczyć, że wielu mieszkańców naszego regionu z uwagą śledzi losy FC Barcelony i poczynania jej kluczowych zawodników, w tym Roberta Lewandowskiego. Sukcesy i problemy klubu z Katalonii mają wpływ na emocje i dyskusje wśród lokalnych fanów piłki nożnej.