Patrik Indra, czeski siatkarz, który w 2024 roku przeniósł się do Polski, błyskawicznie stał się jedną z największych gwiazd PlusLigi. Jego skuteczność i gra w barwach Steam Hemarpol Politechniki Częstochowa, która awansowała do play-offów, wzbudzały podziw. Jednak obecna sytuacja klubu diametralnie różni się od tej z ubiegłego sezonu, co wprawiło czeskiego zawodnika w osłupienie. Jak sam przyznał, po raz pierwszy w swojej karierze doświadcza czegoś podobnego.
Indra, po latach gry w czeskich klubach, w 2022 roku zdecydował się na pierwszy zagraniczny transfer do francuskiego Chaumont VB 52. Po dwóch sezonach we Francji, przeniósł się do Częstochowy. Już w pierwszym sezonie w Polsce, po kampanii 2024/2025, został uhonorowany nagrodą dla najlepszego obcokrajowca ligi. Wraz z Politechniką Częstochowa dotarł do czołowej ósemki, grając w play-offach i ćwierćfinale Pucharu Polski. Co więcej, był najskuteczniejszym siatkarzem PlusLigi, zdobywając 662 punkty w 32 meczach i zajmując pierwsze miejsce w rankingu atakujących.
Po wzmocnieniach w postaci Jakuba Nowaka i Luciano De Cecco, kibice spod Jasnej Góry liczyli na kolejne sukcesy. Niestety, rzeczywistość okazała się inna. Politechnika seryjnie przegrywa mecze, a po 22 spotkaniach odniosła zaledwie cztery zwycięstwa. Drużyna, prowadzona przez Ljubomira Travicę, jest na dobrej drodze do spadku z rozgrywek, co stanowi ogromne zaskoczenie nie tylko dla fanów, ale i dla samych zawodników.
Jak dowiedział się lokalny portal poleca.to, sam Patrik Indra nie ukrywa swojego zdziwienia. "To jest coś niesamowitego, wręcz nie do uwierzenia. Zawsze jak zdobędziemy jakieś punkty, czy jak wygramy mecz, to wszyscy, którzy są blisko nas w tabeli, też wygrywają. Nieprawdopodobny jest ten sezon i naprawdę w najczarniejszych snach tego bym nie przewidział" – wyznał w rozmowie z plusliga.pl.
Indra, który ma na koncie dwa mistrzostwa Czech i dwa srebrne medale ligi francuskiej, po raz pierwszy w karierze mierzy się z sytuacją walki o utrzymanie, a nie o mistrzostwo. "Nigdy w życiu nie miałem jeszcze takiej sytuacji, bo zawsze grałem w drużynach, które grały o mistrzostwo i występowały w play-offach. Nie miałem do tej pory sezonu, kiedy nie zagrałem w play-offach. To będzie pierwszy taki sezon. W ogóle nie jestem przyzwyczajony do tego, żeby tak często przegrywać. Naprawdę to jest bardzo ciężkie dla głowy" – podkreślił.
Mimo trudnej sytuacji, czeski siatkarz widzi pozytywne aspekty w grze zespołu. "Szczerze powiem, że ostatnich kilka meczów gramy naprawdę dobrze, tylko zawsze trochę nam brakuje do zwycięstwa. Może jest to odrobinę szczęścia, bo jak już mamy zaciętą końcówkę, to praktycznie zawsze przegrywamy. Trochę nas to męczy, ale próbujemy walczyć do końca. Mam nadzieję, że jeszcze się uda wygrać jakiś bardzo ważny mecz, no i oczywiście, że się utrzymamy" – dodał.
Przed podopiecznymi trenera Travicy jeszcze cztery mecze fazy zasadniczej. Kolejne spotkanie rozegrają w piątek, 6 marca, przeciwko ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle.
Kontekst lokalny: Dla mieszkańców naszego regionu, gdzie siatkówka cieszy się dużą popularnością, losy drużyny z Częstochowy mają szczególne znaczenie. Wielu kibiców śledzi rozgrywki PlusLigi, a sukcesy i porażki lokalnych drużyn lub zawodników grających w Polsce budzą duże emocje. Sytuacja Patrika Indry i jego zespołu pokazuje, jak nieprzewidywalna bywa kariera sportowa i jak ważne jest wsparcie dla drużyn w trudnych momentach.