
Aż sześciu piłkarzy, którzy wybiegli na boisko w podstawowej jedenastce w barażu ze Szwecją w 2022 roku, najprawdopodobniej pojawi się w wyjściowym składzie cztery lata później przeciwko Albanii. Gdy spytaliśmy Jana Urbana, czy takie doświadczenie i stabilizacja stanowią naszą przewagę nad rywalami, bez sekundy namysłu potwierdził. Przy okazji - to też mówi wiele o jego wizji powołań na baraże. Tych, za które był powszechnie krytykowany.

W wyjściowym składzie na mecz ze Szwecją za Czesława Michniewicza wyszli Matty Cash, Jan Bednarek, Piotr Zieliński, Jakub Moder, Sebastian Szymański i Robert Lewandowski. Wielce prawdopodobne, że cała wymieniona szóstka w czwartek z poziomu murawy odsłucha "Mazurka Dąbrowskiego". Albańczycy w barażach nie mają doświadczenia, natomiast Szwedów i Ukraińców pod tym względem "bijemy" - te drużyny nie posiadają aż takiej grupy zawodników, którzy wiedzą, jak od środka wygląda gra o mistrzostwa świata.
Jednoznaczna odpowiedź Urbana w kwestii przewagi Polaków nad przeciwnikami, a także powtarzane w czasie poniedziałkowej konferencji prasowej zdania o potrzebie stabilizacji oraz roli doświadczenia w takich meczach, pokazują dość jasno, jak selekcjoner podchodzi konkretnie do meczów barażowych - najważniejszych, jak sam powiedział, w jego trenerskiej karierze. Gdyby to nie był baraż, a inny etap budowy kadry - powołania też byłyby inne. Niemal na pewno bez Bartosza Bereszyńskiego i Kamila Grosickiego, których rolę w tym konkretnym czasie selekcjoner też potwierdził - mają wspierać szatnię doświadczeniem, a w razie konieczności, do której zmuszą wydarzenia, pojawić się na kilka minut na murawie, by "dowieźć" wynik.
Zobacz również:
Ekstraklasa Papszun grał jakby przeciwko sobie. Zła informacja dla "gabinetów" Legii
Przemysław Langier- Były napastnik kadry nie rozumie decyzji Urbana. "Trener nie darzy go sympatią"
- Powołania mówią o Urbanie więcej, niż słowa. To był klucz przy decyzjach
Krytyka Urbana za Grosickiego i Bereszyńskiego jest absurdalna
Za te powołania Urban został ostatnio niemiłosiernie skrytykowany setkami opinii w sieci. Idealnie pasuje tu cytat ze Zbigniewa Bońka (wkrótce - także w tym temacie - rozmowa w Interii), który już kilka lat temu stwierdził, że my, jako naród, z każdego selekcjonera w rok zrobimy wariata. Jan Urban czasem sobie nie pomaga, czasem argumentuje niektóre decyzje dziwnie, ale od pewnego czasu dostaje mu się za detale, jakby miały być one wielokrotnie ważniejsze znaczenie od rzeczy naprawdę istotnych. Z Urbana już teraz robi się "wariata", bo w roli piłkarzy numer 23 i 24 powołał Bereszyńskiego i Grosickiego, którzy pasują do jego wizji potrzeb na baraże - nie budowę kadry na przyszłość. Urban - zwolennik ładnej dla oka, ofensywnej gry, na konferencji powiedział nawet, że jeśli ktoś by mu powiedział, że awansuje po fatalnej grze (nazwanej przez niego "kaszanką", wziąłby to w ciemno. Tymczasem w Polsce wytworzył się front bicia w niego, bo gdy na szali w przypadku barażów zważył młodość (Kacper Potulski) i doświadczenie (Bartosz Bereszyński), wyszło mu to drugie - a mówi o szansie na grę, jednego czy drugiego w przypadku powołania dla obu, nie przekraczającej 5 procent.
Trudno uwierzyć, by w jakimkolwiek innym kraju narracja wokół selekcjonera szła w tak agresywne tony, gdy po pierwsze jego kontrowersyjne decyzje kadrowe dotyczą tak odległych rejonów, a po drugie do tego momentu zwyczajnie broni się wynikami. Zapominamy o kontekście - że Urban przejął kadrę rozbitą wewnętrznie i będącą na drodze do zawalenia eliminacji. Że wygrał z wszystkimi, z którymi miał wygrać, a z Holandią, z którą po Michale Probierzu każdy rozsądnie myślący człowiek zakładał zero punktów, zdobył tych punktów dwa.
Urban ma swoją wizję, do której ma prawo
Faktycznie - trudno być fanem powołań Grosickiego i Bereszyńskiego, ale one nie mają nic wspólnego z zabraniem komuś miejsca w składzie. Czy gdyby Bereszyński nie zjawił się na kadrze, a przyjechał Potulski, miałby szansę debiutu? Wątpliwe.
Mówi się też, że na kadrze jest Grosicki, a nie ma Bartosza Nowaka, tylko jakie znaczenie dla braku powołania dla Nowaka ma powołanie Grosickiego? Dosłownie żadne. Jeżeli mamy dyskutować o braku powołania dla piłkarza GKS Katowice, to dyskutujmy, gdzie go zmieścić przy konkurencji na pozycji numer dziesięć, gdzie są Oskar Pietuszewski, Jakub Kamińskiego i Sebastian Szymański, a w kontekście potencjalnego finału jeszcze Nicola Zalewski. Nawet jeśli faktycznie jedynym atutem Kamila Grosickiego na dziś jest to, że kilka razy udowodnił, że potrafi dać coś ekstra w kadrze, nawet jak mu nie idzie w klubie, natomiast wtedy Grosik nie miał 38 lat i naprawdę fatalnej połowy rundy w Ekstraklasie za sobą (co śmiało może być uznane za zbyt słabe powody, by obecnie dać coś kadrze - ale takie prawo selekcjonera, by uważać inaczej).
Kamil Grosicki na dziś nie jest w kadrze piłkarzem do rywalizacji. Żeby być do rywalizacji, w założeniu można ją wygrać, a on ani nie ma najmniejszych szans ani by wybiec w jedenastce, ani nie ma nawet kogoś, z kim bije się o konkretną pozycję. Jest zadaniowcem na kilka minut do "dowiezienia" wyniku doświadczeniem i "nie pękaniem na robocie", nie zaś wirtuozem w formie. Skala krytyki Urbana za to powołanie przekracza normy, zwłaszcza gdy zdamy sobie sprawę, że możemy mieć przynajmniej dziesięć ważniejszych tematów.
Nie chcieliśmy już Probierza, a tęsknimy za tamtym stylem powołań?
Czasem można mieć wrażenie, że przy tak dużej skali krytyki o tak mało istotną kwestię, zawsze będzie źle. Michał Probierz był krytykowany za niestabilność i powołania "na raz", bo ktoś akurat krótkoterminowo wystrzelił w górę. Sięgał po Bartłomieja Wdowika i wysyłał go na trybuny w czasie meczu. Brał na kadrę Dominika Marczuka i kończył z nim tak samo - na trybunach. Maxiego Oyedele powołał po trzech meczach w seniorskiej piłce i dla odmiany wrzucił w "kocioł" na Portugalię. W ten sposób spalił piłkarza, nie mówiąc, że Oyedele miał udział przy dwóch straconych golach, więc drużyna na tych fanaberiach też traciła.
Probierz powołał Michała Gurgula i Sebastiana Walukiewicza na ostatni mecz Ligi Narodów ze Szkocją, a gdy było 1:1 i trzeba było w końcówce bronić wyniku, nie zrobił dosłownie nic, bo... Gurgulowi i Walukiewiczowi nie ufał. Mimo że sytuacja wymagała wprowadzenia obrońcy, tak bardzo nie chciał wprowadzić nikogo z tej dwójki, że przegrał 1:2. Nie jest szczególnie kontrowersyjnym twierdzenie, że lepiej, by selekcjoner stawiał na piłkarzy, do których ma zaufanie, bo korzyści z tych, do których nie ma, i tak nie będzie.
Niestabilność tamtej kadry była jej dużym problemem. Teraz za to mamy problem ze stabilnością i że na baraże nie ma debiutantów. Czasem zastanówmy się, czego my tak naprawdę chcemy. I miejmy świadomość, że reprezentacja nie była, nie jest i nie będzie sumą piłkarzy w aktualnie dobrej formie, bo jest czymś więcej - jest po prostu organizmem, który nie może działać dobrze na zasadzie wyjmowania i wkładania ciągle nowych organów. W reprezentacji jest czas i miejsce na budowę nowych. I niekoniecznie dobrym momentem są baraże o mundial.


Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nasDołącz do nasJan Urban