
Niestety, skończyła się przygoda polskich drużyn w europejskich pucharach. Z jednej strony trzeba docenić, że był to sezon lepszy od wielu poprzednich. Mieliśmy w końcu cztery zespoły w fazie ligowej, ale mimo wszystko po ostatnich meczach Rakowa i Lecha pozostaje pewien niedosyt.

O odpadnięciu w tej fazie rozgrywek zdecydowały pierwsze mecze, w których obie drużyny przegrały - Raków 1:2 z Fiorentiną, a Lech 1:3 z Szachtarem. Największy żal pozostaje zwłaszcza po tym pierwszym spotkaniu, gdyż ewidentnie ekipa z Częstochowy powinna osiągnąć lepszy wynik. Trochę zabrakło chłodnej głowy, doświadczenia. Ubolewam, że dwie czołowe polskie drużyny (tutaj dorzucam Jagiellonię, która przegrała z tą samą ekipą w poprzedniej rundzie) nie potrafiły wykorzystać słabości rywala. Nie jest tajemnicą, że priorytetem dla Fiorentiny w tym sezonie jest utrzymanie się w Serie A, że jest to zespół borykający się ze sporym kryzysem, że występy w Lidze Konferencji są dla tego klubu jedynie jakimś tam, mniej lub bardziej ważnym, dodatkiem. Mimo wszystko ani Jadze, ani Rakowowi nie udało się tej sytuacji wykorzystać. Pozostaje zatem smutna konstatacja, że drużyny walczące o mistrzostwo Polski są słabsze niż ekipa z dolnych rejonów tabeli Serie A…
W tym miejscu warto wspomnieć po raz kolejny, że niestety, w Ekstraklasie ogromna większość drużyn przede wszystkim z obawą ogląda się za siebie, bo między ambicjami europejskimi a strefą spadkową różnica wynosi zaledwie 9 punktów. Dlaczego akurat 9? Bo tyle dziś dzieli znajdującą się na 16. miejscu Legią od zajmującego 4. pozycję Górnika Zabrze. We wspomnianej Serie A ten dystans (6. AS Roma 51 pkt i 18. Cremonese 24 pkt) wynosi 27 pkt. Nasza płaska tabela świadczy o wyrównanej walce, ale niestety przede wszystkim o ligowy byt, a nie o mistrzostwo.
Z tych pucharowych występów i ligowej tabeli na dziś najpoważniejszym kandydatem do tytułu jest Lech. Poznaniacy pozytywnie zaskoczyli, bo niewiele zabrakło, by przynajmniej doprowadzić do dogrywki w rywalizacji z Szachtarem Donieck. Kolejorz miał jednak ogromnego pecha w końcówce rewanżowego spotkania (gol samobójczy), ale cały występ ekipy Nielsa Frederiksena mógł się podobać i trzeba się zgodzić ze szwedzkim szkoleniowcem, że jego drużyna była lepsza i powinna wygrać znacznie wyżej.
Podsumowując występy polskich drużyn w Europie smutny wniosek jest też taki, że w tych wiosennych meczach w Lidze Konferencji trudno wyróżnić któregoś polskiego zawodnika, o którym można by dyskutować w kontekście przydatności do kadry. Ten, który błyszczał jesienią - Oskar Pietuszewski - jest już w FC Porto. I kibice w końcu doczekali się powołania dla tego nastolatka do pierwszej reprezentacji. Nie z powodu tychże oczekiwań, ale dlatego, że stopniowo ten młody zawodnik odnajduje się w piłce na znacznie wyższym poziomie. W medialnych spekulacjach przewijało się nazwisko Bartosza Nowaka z GKS Katowice, którego wśród powołanych zabrakło, ale ufam Urbanowi, że ma wyczucie i nie ulega medialnej presji. Dobre kilka występów w Ekstraklasie nie są automatyczną przepustką do gry w drużynie narodowej. Liczyłem na powołanie dla Kacpra Potulskiego z FC Mainz, ale rozumiem, że w tak ważnych meczach selekcjoner chce stawiać na tych, co których ma pełne przekonanie. Jest w jego decyzjach pewna przewidywalność, co jest dla mnie dowodem stabilizacji i rozsądku.
Przed nami emocje związane z barażowymi występami reprezentacji Polski. Piszę po raz kolejny "występami" w liczbie mnogiej, bo wierzę, że mecz z Albanią będzie pierwszym z dwóch, że ten decydujący rozegra się pomiędzy naszą drużyną i wygranym z pary Ukraina-Szwecja.
Z medialnej tapety nie schodzi Robert Lewandowski. Dziennikarze od wielu miesięcy spekulują na temat jego przyszłości, wsłuchują się w każdy głos, każdą plotkę dochodzącą z Hiszpanii na jego temat. Wygląda to tak, jakby codziennie coś się w tej sprawie coś ważnego się działo, coś się rozstrzygało. Według mnie jest w tym więcej pogoni za newsem niż faktów.
Z punktu widzenia kibica reprezentacji Polski jedno jest dla mnie pewne: odkąd Jan Urban objął drużynę narodową sytuacji wróciła do formy, czyli Robert jest jej kluczową postacią i nie mam obaw, nie widzę żadnych przesłanek, by uważać inaczej. Nie ma też żadnych powodów, by szukać dziury w całym, jak to było za poprzednika Urbana, czyli Michała Probierza. Strzelając dwa gole w spotkaniu Ligi Mistrzów z Newcastle Lewy właśnie udowodnił, że granie w masce nie jest dla niego wielką przeszkodą i nie ujmuje mu wiele z jego klasy piłkarskiej.
Zobacz również:
Liga Konferencji To już koniec, wszystko jasne. Polskie kluby zaprzepaściły szansę na Ligę Mistrzów
Piotr Jawor- Powołania Urbana: wielka burza przed ciszą?
- Reprezentant Polski diagnozuje powołania Urbana. "Nie robi tego na pokaz"



Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nasDołącz do nasEkstraklasareprezentacja PolskiLiga Konferencji