Real Madryt przeżywa jeden z najtrudniejszych okresów w swojej historii. Drużyna, która jeszcze dwa lata temu triumfowała w Lidze Mistrzów, teraz prezentuje się jako karykatura dawnej potęgi. Wśród licznych problemów wyróżniają się brutalne zachowania piłkarzy, brak jasnej strategii gry oraz kontrowersyjne decyzje personalne, w tym zatrudnienie trenera określanego mianem "hiszpańskiego Dyzmy". Jak dowiedział się lokalny portal poleca.to, sytuacja jest alarmująca.
"Dyzma" na ławce trenerskiej i improwizacja zamiast strategii
Po tym, jak Carlo Ancelotti nie zdołał poprowadzić drużyny do trofeów w poprzednim sezonie, na jego miejsce przyszedł Xabi Alonso. Celem było odbudowanie Realu Madryt w stylu, jaki prezentował Zinedine Zidane. Projekt zakończył się jednak klęską, a relacje między trenerem a zawodnikami uległy pogorszeniu. Następcą Alonso został Alvaro Arbeloa, który choć potrafił podnieść formę Viniciusa, zrobił to kosztem obniżenia wymagań. Pod jego wodzą Real Madryt przypomina improwizację, opartą na indywidualnych przebłyskach, a nie zorganizowaną grę zespołową. Brakuje strategii, organizacji, pressingu i zrozumienia ról – na poziomie taktycznym wszystko "leży". Arbeloa, mimo objęcia stanowiska w pierwszej drużynie, jest postrzegany jako trener bez odpowiedniego warsztatu, który objął funkcję z przypadku, gdy Florentino Perez nie znalazł lepszego kandydata w pośpiechu.
Brutalność i symulacje na porządku dziennym
Wizerunek Realu Madryt, budowany przez lata, jest obecnie nadszarpnięty przez zachowania niektórych zawodników. Antonio Rüdiger stał się "twarzą" problemu, notorycznie stosując brutalne zagrania, takie jak deptanie leżących rywali (Timber, Pedri), wykręcanie sutków czy rzucanie kostkami lodu. Często pozostaje bezkarny, co prowokuje komentarze, jak te Mateusza Klicha, który określił go "najgorszym typem i klaunem". Rüdiger nie jest jednak jedyny. Dani Carvajal również słynie z agresywnych wejść, Vinicius potrafi uderzyć rywala w twarz, a Fede Valverde i Jude Bellingham dopuszczają się niegodnych zachowań, jak łapanie za włosy leżącego przeciwnika. Nawet Kylian Mbappé zaliczył w poprzednim sezonie brutalne wejście. Niskie lub zerowe kary za takie faule potęgują negatywne odczucia wśród postronnych kibiców. Dodatkowo, w erze VAR, zawodnicy Realu Madryt nagminnie stosują "nurkowanie", próbując wymusić rzuty karne. Szczególnie Vinicius i Mbappé często symulują, co stało się wręcz elementem strategii, obrzydzając grę wielu obserwatorom.
Rozkapryszone gwiazdy i błędy Pereza
Kibice Realu Madryt narzekają na "skupisko rozkapryszonych gwiazd". W przeciwieństwie do poprzednich pokoleń, gdzie wielkie ego służyło budowaniu drużyny (Cristiano Ronaldo, Ramos, Benzema), obecne gwiazdy wydają się grać głównie dla siebie. Vinicius pokazał, że nie potrafi poświęcić się dla zespołu, buntując się przeciwko taktycznym założeniom Xabiego Alonso. Po odejściu trenera otrzymał więcej swobody od Arbeloi, co początkowo przyniosło efekty, ale później pojawiły się potknięcia. Zawodnicy obwiniają trenerów za słabe wyniki, unikając odpowiedzialności. Krytykowany jest również prezes Florentino Perez, który wydaje się tracić kontrolę nad klubem. Piłkarze, na czele z Viniciusem i Mbappé, przejęli władzę, na co Perez nie pozwolił nawet Cristiano Ronaldo czy Sergio Ramosowi. Popełniono błędy przy transferach – sprowadzono Deana Huijsena zamiast wzmocnić obronę, a całkowicie zapomniano o znalezieniu następcy dla Toniego Kroosa. Brak środkowego pomocnika o profilu Kroosa sprawia, że środek pola Realu praktycznie nie istnieje. Fatalnym błędem było również postawienie na duet Vinicius-Mbappé, grających na tej samej pozycji, co prowadzi do wzajemnego "kanibalizowania się" ich potencjału. Żaden z trenerów nie znalazł sposobu na skuteczne wykorzystanie tej pary.
Obecny kryzys Realu Madryt jest wielopłaszczyznowy i dotyka zarówno piłkarzy, jak i władze klubu. Brak odpowiedniego trenera, który potrafiłby pogodzić analityczne podejście z potrzebami "gwiazd", sprawia, że gaszenie "pożaru" w klubie staje się coraz trudniejsze.
Źródło informacji: Info