Trener Władimira Semirunnija, Roland Cieślak, po raz pierwszy ujawnił szczegóły dramatycznych wydarzeń, które miały miejsce tuż przed startem jego podopiecznego na dystansie 10 000 metrów podczas igrzysk olimpijskich. Jak się okazuje, Polacy toczyli zażartą walkę z sędziami, próbując uniknąć dyskwalifikacji z powodu stroju i kasku.
Jak dowiedział się lokalny portal poleca.to, mimo zdobytego medalu, okres przygotowawczy nie był idealny. Szczególnie trudne okazało się niezakwalifikowanie się Semirunnija na dystans 5000 metrów, co było wynikiem jednego słabszego biegu w Pucharze Świata. Trener Cieślak jest jednak przekonany, że na tym dystansie również padłby medal olimpijski, gdyby zawodnik wystartował.
Najwięcej emocji wzbudziły jednak wydarzenia tuż przed biegiem na 10 000 metrów. Kilka godzin przed startem pojawiły się problemy z regulaminowością stroju i kasku Semirunnija. Jak relacjonuje trener, sędziowie mieli zastrzeżenia do ochraniaczy na buty, które lekko zasłaniały napis na stroju, oraz do rozmiaru kasku. Choć zawodnik z Holandii miał podobny problem z oznaczeniem narodowym, nie wywołało to takich kontrowersji.
"Mieliśmy prawo szukać, tylko tam też była kwestia na przykład ochraniaczy Władimira na buty. One były wysokie i lekko zasłaniały napis POL, a konkretnie samą literę L od dołu na podudziu. I już dzień wcześniej zrobiło się stresująco, bo wieczorem przeszywaliśmy ten kostium," wspomina Cieślak. Problemem okazał się także kask, który był dopuszczony do startu, ale jego rozmiar (S) nie był oficjalnie zarejestrowany dla tego modelu przez producenta.
Cała sytuacja była niezwykle stresująca, tym bardziej, że do startu pozostały zaledwie dwie godziny. "Nie ukrywam, że wkradło się sporo stresu, zwłaszcza że do startu na 10 000 m pozostawały dwie godziny. Ta sytuacja mogła go trochę wybić z koncentracji, ale na całe szczęście udało się to jakoś wytrzymać," mówi trener. Podkreśla, że mimo stresu, Władimir Semirunnij wykazał się żelazną psychiką, co pozwoliło mu ostatecznie zdobyć upragniony medal.
Trener Cieślak sugeruje, że problemy mogły być wynikiem interwencji ze strony ekipy holenderskiej, która dzień przed startem robiła zdjęcia kasku Semirunnija. "Dokładnie tak mogło być. Tak odebraliśmy tę sytuację," przyznaje.
Mimo ogromnego sukcesu, Semirunnij podchodzi do medali z dystansem, skupiając się na kolejnych celach. Jego trener podkreśla jego autentyczność, opanowanie języka polskiego i naturalne przekonywanie do siebie kibiców, nawet mimo pochodzenia.
W kontekście naszego miasta, warto podkreślić, że sukcesy sportowców takich jak Władimir Semirunnij budują pozytywny wizerunek Polski na arenie międzynarodowej i inspirują młodych ludzi do uprawiania sportu. Niezależnie od tego, skąd pochodzą, ich osiągnięcia pokazują siłę determinacji i ciężkiej pracy, co jest uniwersalną wartością.