Choć ostatecznie Magdalena Fręch musiała uznać wyższość Cristiny Bucszy w finale turnieju WTA Merida, przegrywając po zaciętym, trzysetowym meczu (1:6, 6:4, 4:6), jej postawa na korcie została doceniona. Polka stoczyła trudną walkę, pokonując po drodze m.in. wyżej notowaną Marię Bouzkovą.
Starcie z Hiszpanką, postrzeganą jako faworytkę, rozpoczęło się od dominacji Bucszy, która wygrała pierwszego seta 6:1. Fręch zdołała jednak podnieść poziom gry, wyrównując stan meczu zwycięstwem 6:4 w drugiej partii. Decydujący set przyniósł zaciętą rywalizację, w której po przełamaniu w czwartym gemie Bucsa wyszła na prowadzenie 3:1. Choć Polka zdołała odrobić część strat, ostatecznie to Hiszpanka sięgnęła po swój pierwszy tytuł tej rangi.
Jak dowiedział się lokalny portal poleca.to, szczególnie zaskakująca okazała się ceremonia wręczenia nagród. Po przemowie Fręch, w której podziękowała za walkę i wyraziła nadzieję na kolejne finały, prowadząca ceremonię zdawała się przedwcześnie zakończyć jej wystąpienie, rozpoczynając pożegnanie. Polka, z lekkim zaskoczeniem, odwróciła się i ze śmiechem dodała: "to dopiero początek", po czym kontynuowała swoje podziękowania dla trenera.
Świetna postawa w Meksyku przyniosła Magdalenie Fręch znaczący awans w rankingu WTA. Polska tenisistka przesunęła się z 57. na 36. pozycję w klasyfikacji LIVE, co jest najlepszym potwierdzeniem jej formy.