
Radosław Majdan wraca teraz pamięcią do trudnych chwil, w których zmożony chorobą trafił na hospitalizację. Opisuje, jakie miał objawy i co wcześniej podejrzewali lekarze. Jak czas pokazał, ich diagnoza okazała się mylna. Wyjaśnia, co najbardziej zaskoczyło go po tym, jak przyjęto go na szpitalny oddział. I co sobie myślał, gdy wieziono go na prześwietlenie.

Radosław Majdan w swoim piłkarskim CV ma nie tylko występy m.in. w Wiśle Kraków, Pogoni Szczecin i Polonii Warszawa, lecz także w reprezentacji Polski. Z orzełkiem na piersi na boisko wychodził siedmiokrotnie. Mimo że od zakończenia jego kariery minęło już sporo czasu, dla emerytowanego bramkarza sport dalej jest ważny w życiu. Regularna aktywność fizyczna pomaga mu utrzymać formę i zdrowie. Był u niego jednak moment, w którym także sportowa profilaktyka okazała się niedostateczna. Opowiedział o tym teraz.
Zobacz również:
Iga Świątek A jednak zwolnienia w sztabie Świątek? Huczy o konsekwencjach po porażce w Miami
Katarzyna PociechaChoroba zaatakowała z dużą siłą. Radosław Majdan wspomina
W rozmowie z portalem Medonet Radosław Majdan wrócił pamięcią do końca października 2020 roku, kiedy to zachorował na COVID-19. Początkowo lekarze stwierdzili u niego zapalenie płuc, dostał antybiotyki, które jednak wcale nie pomagały. Diagnoza okazała się mylna i były piłkarz ostatecznie trafił na hospitalizację. "Wspominam to jako jedną z najgorszych chorób w życiu. Nic mnie tak nie wyczerpało" - ujawnia dzisiaj.
"Obudziłem się jednego dnia i czułem się tak, jakby ktoś mnie pobił kijem baseballowym. Głowa pękała, miałem wysoką gorączkę, nie miałem siły, żeby dojść do łazienki. Nigdy wcześniej tak nie chorowałem" - opisuje objawy, których doświadczył. I dodaje, że każda poprawa samopoczucia była wtedy tylko pozorna.
Kiedy w końcu przyjęto go do szpitala, zdziwiło go zwłaszcza jedno. "Trafiłem do super sali. Czysto, spokojnie, byłem bardzo mile zaskoczony" - relacjonuje. Potem lekarze zabrali go na prześwietlenie klatki piersiowej. I to ta chwila mocno utkwiła mu w głowie.
To było przedziwne, bo leżąc w łóżku, byłem zamknięty w takim 'inkubatorze', miałem na wysokości twarzy tylko małe okienko, przez które widziałem lekarzy w maskach i kombinezonach- tłumaczy.
Jechał wówczas przez korytarz i miał wrażenie, jakby znalazł się na planie filmu "Epidemia". "Nagle coś wymyka się spod kontroli, a ja jestem w środku tego jako pacjent" - opisuje. Po tygodniu poczuł się lepiej i wrócił do domu. W końcu, po wielodniowej rozłące, mógł zbliżyć się do żony i synka, od których wcześniej starał się izolować, by tylko nie narazić najbliższych na zarażenie się. Martwił się zwłaszcza o małego Henryka, który w tamtym okresie miał zaledwie cztery miesiące. Dziś to wszystko jest, na szczęście, już wspomnieniem.
Zobacz również:
Skoki Narciarskie Coś wspaniałego, PZN oficjalnie potwierdza ws. Konrada Tomasiaka. Trener reaguje
Katarzyna Pociecha- Świątek natychmiast wyrzucona z turnieju. Tak Radwańska zareagowała na wynik
- Najnowszy wpis Szeremety. Nie mogła dłużej milczeć, pochwaliła się światu



Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nasDołącz do nasRadosław Majdan