
Jeszcze niespełna dwa lata temu Karolina Kudłacz-Gloc była podstawową zawodniczką Bietigheim w finale Ligi Mistrzyń, ale jednocześnie w reprezentacji Polski nie widział jej już selekcjoner Arne Senstad. Ten sezon miał być ostatnim w karierze, zakończył się już na jego starcie. Tyle że Niemcy docenili zawodniczkę, która Biało-Czerwone doprowadziła do dwóch półfinałów mistrzostw świata. I to w wybitny sposób.

Jesienią 2021 roku trener reprezentacji Polski w piłce ręcznej kobiet Arne Senstad zadzwonił do Karoliny Kudłacz-Gloc i przekazał jej informację, że nie będzie już występowała w jego drużynie. Miała wtedy 36 lat, tyle półtora roku temu skończył Robert Lewandowski. Czy można wyobrazić sobie reprezentację Polski bez asa Barcelony? Niespecjalnie. Tak samo ciężko było wyobrazić sobie kadrę szczypiornistek bez wychowanki Vambresii Wąbrzeźno. Zwłaszcza że wciąż była gwiazdą jednego z najlepszych klubów świata.
Zobacz również:
Reprezentacja kobiet 25 nokautujących minut w starciu Polski z mistrzem świata. I sensacyjna druga połowa
Andrzej Grupa"Kudi" występowała w polskiej kadrze przez 17 lat, rozegrała w niej blisko 200 spotkań, zdobyła prawie 1000 bramek. I przede wszystkim, za kadencji Kima Rasmussena, była liderką drużyny, która dwa razy z rzędu (2013 i 2015) doszła do półfinału mistrzostw świata. Jak na stan kobiecej piłki ręcznej w naszym kraju - były to wyniki absolutnie ponad stan.
Norweg chciał wywołać większą odpowiedzialność za wyniki drużyny u innych zawodniczek, które wtedy u niego występowały. Bo tak zawsze ciężar na siebie brała Kudłacz-Gloc. Ona tę sytuację przeżyła bardzo mocno. - Pierwszy tydzień był potworny, bo nie spałam. Ciężko było też jeść, nie trenowałam. Myślałam, że tak jak się mówi "czas leczy rany" i z każdym kolejnym tygodniem będzie lepiej, ale nie jest. Dalej nie widzę sensu tego wszystkiego i część mnie umarła - mówiła wtedy zawodniczka Bietigheim w rozmowie z Sylwią Michałowską z TVP Sport.
A Senstad dwa lata później wciąż musiał odnosić się do braku powołań dla gwiazdy mistrza Niemiec. Rozmowę zamieściła strona ZPRP, w skrócie jego wypowiedź można streścić tak: jest gwiazdą, może jest najlepszą polską piłkarką ręczną, ale aby uwolnić potencjał innych zawodniczek, nie może być jej w kadrze.

- Starsze zawodniczki i hierarchiczny model funkcjonowania drużyny sprawiały, że młodsze dziewczyny nie mogły rozwijać się wystarczająco szybko. Zdiagnozowaliśmy, że sposobem na poprawę sytuacji będzie zaangażowanie większej grupy zawodniczek w życie drużyny. Brak Karoliny okazał się szansą dla pozostałych zawodniczek, by szybciej się rozwijać. Nie mówię, że była to wina Karoliny, ale po jej odejściu w pozostałych dziewczynach uwolniły się nowe siły - tłumaczył Senstad.
Kudłacz-Gloc została więc Bundesliga i Liga Mistrzyń. Od tamtej pory została czterokrotnie mistrzynią Niemiec (2022-25), zdobyła trzy puchary Niemiec (2022-23, 2025), trzy Superpuchary Niemiec (2022-24), wygrała Ligę Europejską (2022) i zagrała w finale Ligi Mistrzyń przeciwko Gyorowi (2024).
Reprezentacja Polski ani razu nie znalazła się zaś w TOP 8 wielkiego turnieju.
Karolina Kudłacz-Gloc ze specjalnym wyróżnieniem. Jako trzecia w historii Bundesligi
Kudłacz-Gloc swoją karierę związała z Bundesligą - wyjechała w 2006 roku z AZS AWFiS Gdańsk do Lipska. Na studia, ale i do gry w HC Lipsk. I przez 19 lat była gwiazdą w tamtejszej lidze. Siedem tytułów mistrzowskich, osiem krajowych pucharów - to tylko na potwierdzenie.
W 2017 roku jej klub z Lipska zbankrutował, trafiła do Bietigheim. A na koniec ten klub został przeniesiony do sąsiedniego Ludwigsburga, po czym spotkał go... ten sam los, co HC Lipsk. Latem zeszłego roku, gdy "Kudi" miała zacząć swój ostatni profesjonalny sezon. I zakończyć karierę tak w Bundeslidze, jak i w Lidze Mistrzyń.

Sama zaś wciąż była w znakomitej formie, rok wcześniej wróciła do gry po urodzeniu drugiego dziecka - i trzy miesiące później zdobyła siódmy krajowy puchar. A po kolejnych kilku tygodniach wprowadziła zespół do finału Ligi Mistrzyń. Ostatni wygrany Puchar DHB, wiosną 2025 roku, był już tym rekordowym, ósmym. Wyprzedziła wtedy Christiana Zeitza, on z THW Kiel triumfował siedem razy w tych rozgrywkach.
W sobotę w Porsche Arena w Stuttgarcie, tam gdzie Iga Świątek za miesiąc zacznie turniej WTA 500, Kudłacz-Gloc była jedną z bohaterek wieczoru. To tam odbywa się bowiem finałowy turniej Pucharu Niemiec z udziałem czterech drużyn. I to tam wybitna reprezentantka Polski, jako trzecia w historii, odebrała specjalną nagrodę kobiecej Bundesligi. Po Clarze Woltering (2019) i Annie Loerper (2022).
Właśnie z Woltering, kiedyś bramkarką, i prezesem rozgrywek Alsco HBF Andreasem Thielem pojawiła się na scenie.
Dziękuję bardzo osobie, która wpadła na pomysł przyznania tej nagrody i stworzenia dla mnie tej chwiliKarolina Kudłacz-Gloc w Stuttgarcie
-
Ta nagroda to dla mnie bardzo ważny moment, ponieważ moje pożegnanie z kortem piłki ręcznej zostało skradzione
- wypaliła na scenie, nawiązując do bankructwa swojego klubu, z którym miała jeszcze roczny kontrakt.
Zobacz również:
Superliga mężczyzn W piątek mecz o 6. miejsce. Rusza 23. seria ORLEN Superligi
Damian Wysocki- Rzut wolny Norwegów po czasie, Industria prowadziła jedną bramką. Oto co się stało
- Polski sport w żałobie. Nie żyje Lidia Krupa-Surdyka

Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nasDołącz do naspiłka ręcznaKarolina Kudłacz-Gloc