Pozycja bramkarza, która przez lata była mocnym punktem reprezentacji Polski, nagle zaczęła sprawiać niepokój. Choć powracający do formy Łukasz Skorupski może uspokajać, stabilność na tej newralgicznej pozycji wydaje się mniejsza niż zwykle, a do kluczowych barażów pozostało zaledwie kilka tygodni.
Przez ponad dwie dekady kibice polskiej piłki przyzwyczaili się do komfortu na pozycji numer jeden. Początek XXI wieku to duet Adam Matysek i Jerzy Dudek, następnie nadeszła era Artura Boruca, a po nim Łukasza Fabiańskiego. W kolejnych latach dominował Wojciech Szczęsny, tworząc z Fabiańskim żelazny duet między słupkami przez długi czas. Dopiero ich pożegnanie z kadrą otworzyło drogę dla Łukasza Skorupskiego, który, mimo niewielkiej liczby wcześniejszych występów, zawsze prezentował wysoki poziom. Co więcej, Polska mogła liczyć na bogactwo talentów, czego dowodem są również Marcin Bułka czy Kamil Grabara. Jednak ostatnio obserwujemy pewne zachwianie, które może budzić niepokój.
Jak dowiedział się lokalny portal poleca.to, gdyby baraże odbyły się jeszcze zimą, sytuacja wyglądałaby bardzo niepokojąco. Łukasz Skorupski, ceniony w swoim klubie w Bolonii, zanotował serię błędów, które kosztowały jego drużynę punkty w Lidze Europy i lidze włoskiej, a następnie musiał pauzować z powodu czerwonej kartki. Kamil Grabara, mimo dobrych ocen za grę w Niemczech, zmagał się z niekorzystną statystyką traconych bramek. Bartłomiej Drągowski, który otrzymał szansę w ostatnim meczu eliminacyjnym, po powrocie do Polski nie prezentował formy, która napawałaby optymizmem. Jedynym jasnym punktem jest powrót Skorupskiego do wysokiej dyspozycji – trzy ostatnie mecze w Bolonii bez straconego gola i pewne interwencje sugerują, że to on stanie między słupkami w meczu z Albanią.
Jeszcze niedawno pozycja Skorupskiego nie była tak oczywista. Jesienią selekcjoner Jan Urban otwarcie mówił o otwartej rywalizacji i o tym, że ostateczny wybór będzie zależał od formy klubowej. Wówczas zaczął dawać szanse Kamilowi Grabarze, który rozegrał fragmenty meczów towarzyskich. Był to pierwszy sygnał, że selekcjoner może mieć wątpliwości. Jednakże, jak się okazało, Grabara nie wniósł wystarczającej jakości, a jego interwencje były momentami nerwowe. Urban przyznał, że żaden z bramkarzy, którzy otrzymali szansę, nie zbliżył się do zajęcia miejsca między słupkami na stałe. Dodatkowo, Marcin Bułka, który mógł być brany pod uwagę, jest wykluczony z gry na wiele miesięcy po poważnej kontuzji.
Wielu mieszkańców naszego regionu śledzi losy reprezentacji Polski i liczy na udane występy w nadchodzących barażach. Sytuacja obsady bramki, będąca od lat mocną stroną kadry, budzi obecnie pewne obawy. Stabilna i pewna gra bramkarza jest kluczowa dla morale drużyny, a potencjalne problemy w tym obszarze mogą wpłynąć na morale całego zespołu i szanse na awans.
Kamil Grabara, mimo łatki utalentowanego bramkarza, od lat nie mógł przebić się do pierwszej reprezentacji. Choć niemiecka prasa docenia jego postawę w Bundeslidze, statystyki są niepokojące. Z 49 straconymi bramkami na 127 celnych strzałów, jego procent obron wynosi zaledwie 61,4%, co jest jednym z najgorszych wyników w lidze. Nawet jeśli statystyka powstrzymanych goli mieści się w normach, nie można mówić o realnym wsparciu dla drużyny. Dodatkowo, jego gra nogami, ceniona przez Jana Urbana, pozostawia wiele do życzenia – zaledwie 70% celności podań, a długich podań tylko 34%.
Wszystko wskazuje na to, że Łukasz Skorupski jest niekwestionowanym numerem jeden, jednak nie jest to sytuacja optymalna. Brak realnego zmiennika i zdarzające się wpadki Skorupskiego w ostatnich miesiącach sprawiają, że pozycja bramkarska, choć teoretycznie zabezpieczona, budzi pewien niepokój przed kluczowymi meczami.