W czasach, gdy narzekamy na natłok meczów rozgrywanych co trzy dni, wyczyn legendarnego Zbigniewa Bońka sprzed lat wydaje się wręcz niewiarygodny. Mowa o jego występie w meczu reprezentacji Polski z Albanią w 1985 roku, który miał miejsce zaledwie dzień po tragicznym finale Pucharu Europy Mistrzów Krajowych na brukselskim stadionie Heysel. W obu tych spotkaniach, mimo dramatycznych okoliczności, Boniek odegrał kluczową rolę. W drodze do tego wyczynu pomógł mu także Jan Urban.
Jan Urban, obecny selekcjoner reprezentacji Polski, ma na swoim koncie dwa zwycięstwa nad Albanią jako piłkarz. Szczególnie pamiętne było drugie z nich, w którym główną postacią był Zbigniew Boniek. Zgodnie z ówczesnymi przepisami FIFA, które pozwalały na swobodne ustalanie terminów meczów reprezentacyjnych, doszło do kolizji terminów. Dzień przed kluczowym meczem eliminacji mistrzostw świata z Albanią, 30 maja 1985 roku, Zbigniew Boniek miał rozegrać finał Pucharu Europy Mistrzów Krajowych. W tym spotkaniu Juventus Turyn zmierzył się z Liverpoolem na Heysel, stadionie, który na zawsze zapisał się w historii futbolu tragicznymi wydarzeniami.
Jak wspomina sam Boniek, termin meczu reprezentacji został ustalony w sposób, który zdawał się nie uwzględniać możliwości gry Polaka w finale europejskich rozgrywek. "Nie sądzę, aby ktoś z naszych działaczy analizował terminy. Klepnęli to bezmyślnie, zwyczajnie nie przewidzieli, że jakiś Polak może zagrać na Heysel," cytuje go Paweł Czado z Interii.
Sytuacja stworzyła ogromne napięcie. Juventus, wiedząc o zaangażowaniu Bońka w reprezentację, oczekiwał od niego decyzji. Polak jednak nie zamierzał rezygnować z gry dla kadry w walce o awans na mistrzostwa Europy. Między klubem a piłkarzem doszło do swoistego klinczu. Boniek stanowczo domagał się organizacji transportu z Belgii do Albanii, podczas gdy Juventus groził nawet jego wyrzuceniem z klubu.
Ostatecznie to Zbigniew Boniek przeważył szalę zwycięstwa. Jak sam przyznaje, dzięki pomocy Giovanniego Agnellego, udało mu się zrealizować swój plan. "Dla mnie reprezentacja zawsze miała pierwszeństwo. Juventus o tym wiedział, bo do podobnej sytuacji doszło w przeszłości. Mieliśmy arcyważny mecz z Milanem, a zaraz potem grała kadra. Chcieli, żebym odpuścił. Nie było o tym mowy. W 1985 roku postąpiłem tak samo. Juventus naciskał, abym się nie wygłupiał, bo co ma jakiś mecz z Albanią do finału najważniejszego pucharu klubowego. Zaczęły się jakieś groźby, że mogą się mnie pozbyć, ale na mnie to nie działało. Wytrzymałem ciśnienie. Klub mnie potrzebował, więc ostatecznie już długo przed meczem wiedziałem, że będzie czekał na mnie prywatny samolot rodziny Agnellich, który zabierze mnie do Tirany," tłumaczył Boniek na łamach Meczyków.
Choć prywatny samolot został podstawiony, podróż nie należała do łatwych. Boniek wspominał problemy z odnalezieniem właściwej maszyny na lotnisku, a gdy w końcu ją znalazł, była już druga w nocy. Dodatkowo, samolot do Tirany wylądował w Bari, ponieważ lotnisko w stolicy Albanii było otwarte dopiero od siódmej rano. Właśnie we Włoszech Boniek dowiedział się o rozmiarach tragedii na Heysel, gdzie w zamieszkach zginęło 39 osób. Piłkarze Juventusu, mimo skromnego zwycięstwa 1:0 po rzucie karnym wykorzystanym przez Michela Platiniego (podyktowanym po faulu na Bońku), nie fetowali go hucznie. Finał ostatecznie został rozegrany, mimo początkowych wątpliwości.
Boniek, mimo że mógł liczyć na sowite premie za zwycięstwo w finale Pucharu Europy, nie przyjął z nich ani jednego dolara. "Mieliśmy dostać po 100 tysięcy dolarów. W tamtych czasach to była gigantyczna kwota, pensja w Polsce wynosiła wtedy kilka czy kilkanaście dolarów. W mojej Łodzi mógłbym za to mieć całą ulicę albo kilkanaście kamienic z mieszkaniami. Przeliczając na dzisiejsze pieniądze, to było kilka milionów euro. Od razu jednak przekazałem te pieniądze na fundację dla rodzin tych, którzy zginęli. I nigdy tego nie żałowałem. Jestem zdrowy i szczęśliwy, wiem, że wtedy postąpiłem tak, jak podpowiadały serce i rozum," opowiadał w wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego".
Finał Pucharu Europy był dla Bońka zwieńczeniem jego kariery w barwach Juventusu przed przejściem do AS Roma. Dzień później, w meczu Albania – Polska, strzelił swoją ostatnią bramkę dla reprezentacji narodowej. To właśnie on, mimo rozegrania 90 minut w finale i nieprzespanej nocy, zapewnił Polsce zwycięstwo 1:0. Przy jego trafieniu fantastyczną asystą popisał się Jan Urban, zagrywając piłkę podeszwą stopy, a Boniek przypieczętował wynik potężnym uderzeniem z dystansu. Jak dowiedział się lokalny portal poleca.to, ta historia pokazuje niezwykłe poświęcenie i wartości, które przyświecały jednemu z najwybitniejszych polskich piłkarzy.
Źródło informacji: Info