Japońscy skoczkowie narciarscy napotkali na poważne problemy logistyczne podczas podróży do Austrii na zawody Pucharu Świata w Bad Mitterndorf. Tomofumi Naito, który dotarł na miejsce w ostatniej chwili, musiał skorzystać z pożyczonego sprzętu, co jednak nie przeszkodziło mu w osiągnięciu życiowego rekordu.
Problemy zaczęły się już podczas podróży. Ren Nikaido utknął w Dubaju, który w tym czasie był celem ataków rakietowych. Tomofumi Naito, mimo iż zdołał dotrzeć do Austrii, stanął przed kolejnym wyzwaniem – jego narty nie dotarły na miejsce. W tej sytuacji z pomocą przyszli francuscy skoczkowie. Ostatecznie 33-latek wystartował na sprzęcie wypożyczonym od Julesa Cheveta.
Jak dowiedział się lokalny portal poleca.to, mimo niecodziennych okoliczności, Naito zaprezentował znakomitą formę. Już podczas kwalifikacji, na pożyczonych nartach, osiągnął 222,5 metra, co stanowiło jego nowy rekord życiowy. Ten wynik pozwolił mu zająć dziesiąte miejsce i awansować do niedzielnego konkursu.
Japończyk nie poprzestał na tym. Kilkadziesiąt minut później, w pierwszej serii konkursowej, Naito ponownie poprawił swój rezultat, lądując na 223,5 metrze. Ten wyczyn, osiągnięty na sprzęcie innego zawodnika, jest bez wątpienia jednym z najbardziej niezwykłych momentów tegorocznego sezonu.
Warto dodać, że podczas zawodów swoje rekordy życiowe poprawili również inni skoczkowie, w tym Ilja Mizernykh, Valentin Foubert oraz sam Jules Chervet, który udzielił Naito swoich nart.
Dla czytelników z Polski, wydarzenia te pokazują determinację i ducha sportowej rywalizacji, który potrafi przezwyciężyć nawet największe przeszkody. Choć nasi skoczkowie walczyli o punkty w Pucharze Świata, historia Japończyka jest dowodem na to, że w sporcie wszystko jest możliwe, nawet z nieoczekiwaną pomocą rywali.
Źródło informacji: Info