Władimir Semirunnij, srebrny medalista olimpijski, po powrocie z igrzysk nie zamierza odpoczywać. Już rozpoczął intensywne treningi, przygotowując się do kolejnych wyzwań sportowych. Jak sam przyznaje, jedno z nich brzmi dla niego niemal jak żart, co zdradził dziennikarzom, ujawniając swoje najbliższe plany.
Po spektakularnym występie na dystansie 10 000 metrów podczas igrzysk olimpijskich, Semirunnij, który reprezentuje Polskę, znalazł się w centrum uwagi. Choć zdobyty medal nie do końca spełnia jego wysokie aspiracje, zawodnik odbiera zasłużone gratulacje. We wtorek wziął udział w spotkaniu w Ministerstwie Sportu i Turystyki wraz z innymi medalistami, a w środę pojawił się na lodowisku w Tomaszowie Mazowieckim, gdzie panczeniści przygotowywali się do dalszych startów.
Jak dowiedział się lokalny portal poleca.to, Semirunnij podkreślił, że sezon wciąż trwa. "Przede mną mistrzostwa świata, a dziś po południu siłownia" – powiedział żartobliwie, podkreślając swoje zaangażowanie.
Władimir Semirunnij zdradził swoje plany. Znów powalczy o medale
Najbliższe tygodnie zapowiadają się bardzo intensywnie dla wicemistrza olimpijskiego. Czekają go starty w mistrzostwach świata w wielobojach w Heerenveen (5-8 marca), a następnie w mistrzostwach Polski w Tomaszowie Mazowieckim (14-15 marca).
O swoich ambicjach opowiedział Polskiej Agencji Prasowej: "Dalej chcę wygrywać i zawsze chcę być pierwszy. To mnie napędza. Teraz szykuję się do mistrzostw świata. Wystartuję tam w 'dużym' wieloboju, czyli na 500, 1500, 5 000 i 10 000 m. To 500 m dla długodystansowców brzmi trochę jak żart, ale wszystko rozstrzygnie się na długich dystansach. Lubię tor w Heerenveen, pobiłem na nim rekord Polski na 10 000 m, wiem jak tam jeździć, więc jestem dobrej myśli" – zadeklarował.
Dodał również, że pomimo wielu wydarzeń, nie zwalnia tempa: "W tej chwili sporo się dzieje, ale ja dzisiaj normalnie trenowałem, bo sezon jeszcze się przecież nie zakończył. Tak samo było w Mediolanie. Po wywalczeniu medalu dalej trenowałem, bo przecież miałem jeszcze starty na 1500 m i w biegu masowym. Po powrocie do Tomaszowa byłem już na długiej jeździe w Arenie Lodowej, chodzę na siłownię. Nie odpuszczam, bo zawsze robię wszystko na sto procent."
Dla mieszkańców naszego regionu, sukcesy polskiego panczenisty to powód do dumy i inspiracja. Pokazuje on, że ciężka praca i determinacja przynoszą wymierne rezultaty, a sport potrafi łączyć ludzi wokół wspólnych celów i emocji. Jego postawa jest dowodem na to, że polski sport ma silną pozycję na arenie międzynarodowej.