Kamila Sellier, polska panczenistka, która doznała groźnego wypadku podczas ćwierćfinałowego wyścigu na 1500 metrów na igrzyskach olimpijskich w Mediolanie, opowiedziała o swojej walce o powrót do zdrowia. W rozmowie w programie "Dzień Dobry TVN" zawodniczka, wraz z mężem, znanym panczenistą Diane Sellierem, ujawniła szczegóły dotyczące przebytego urazu i swojej dalszej determinacji.
Podczas rywalizacji Sellier upadła na lodzie i została zahaczona łyżwą jadącej przed nią zawodniczki. Sytuacja była na tyle poważna, że istniały obawy o utratę oka. Na szczęście, dzięki szybkiej interwencji medycznej i przeprowadzonej operacji, udało się uratować wzrok zawodniczki. Jak sama przyznała, w ochronie oka pomogły jej noszone podczas startu okulary.
Przez długi czas po wypadku Kamila Sellier unikała pokazywania całej twarzy w mediach, prezentując jedynie te partie, które nie ucierpiały w wyniku zdarzenia. Teraz zdecydowała się na pełną prezentację w telewizji. Przyznała, że kontuzja pozostawiła ślady, a jej stan zdrowia wciąż wymaga rehabilitacji.
Jak dowiedział się lokalny portal poleca.to, zawodniczka wróciła do Polski 23 lutego. Mimo częściowych problemów z widzeniem, które objawiają się podwójnym widzeniem podczas patrzenia w górę i w dół, Sellier deklaruje silną wolę powrotu do sportowej kariery. "Mam wydrukowaną siatkę tytanową i ona jest wsadzona w oczodole pod okiem i z boku, mam jeszcze złamaną kość pod brwią" - zdradziła w programie, podkreślając, że liczy na zgodę lekarzy na powrót do treningów i startów.
Ta historia pokazuje niezwykłą siłę ducha polskiej sportsmenki. Wypadek na igrzyskach olimpijskich to zawsze ogromne wyzwanie, a powrót do pełnej sprawności, zwłaszcza po tak groźnym urazie, wymaga ogromnej determinacji. Walka Kamili Sellier o powrót na tor jest inspiracją dla wielu, pokazując, że nawet po najcięższych przejściach można walczyć o swoje marzenia.