Męska sztafeta 4x400 metrów podczas halowych mistrzostw świata miała spore aspiracje, by powalczyć o medal. Choć bez kontuzjowanego Maksymiliana Szweda, Polacy liczyli na awans do finału. Już po pierwszej zmianie, w wykonaniu Marcina Karolewskiego, biało-czerwoni zajmowali drugie miejsce. Ostatecznie jednak uplasowali się na czwartej pozycji, a o awansie decydowały zaledwie 68 setne sekundy.
Polska sztafeta 4x400 metrów ma bogatą historię sukcesów na halowych mistrzostwach świata, zdobywając w przeszłości dwa złote medale i trzy inne miejsca na podium. Szczególnie udane były starty w Lizbonie w 2001 roku i Birmingham w 2018 roku. Mimo że drużyna męska często pozostawała w cieniu kobiecej, to właśnie w tej konkurencji hala często sprzyjała biało-czerwonym.
W tym roku rywalizacja w Polsce była nieco łatwiejsza, ponieważ wiele reprezentacji, w tym kraje afrykańskie i Wielka Brytania, odpuściło zawody. Do walki stanęło dziewięć drużyn, z których sześć miało zapewniony awans do finału. Polacy, startując w pierwszej serii, znaleźli się w gronie faworytów.
Decyzja o pozostawieniu na ławce rezerwowych Kajetana Duszyńskiego, najszybszego w tym sezonie polskiego 400-metrowca, była ryzykowna, zwłaszcza w obliczu absencji Szweda. Mimo to, Marcin Karolewski, świeżo upieczony brązowy medalista w sztafecie mieszanej, rozpoczął bieg znakomicie, zajmując trzecie miejsce po zejściu do krawężnika. W końcówce dystansu zdołał wyprzedzić Amerykanina i przekazał pałeczkę Wiktorowi Wróblowi na drugiej pozycji.
Niestety, 20-letni Wróbel nie utrzymał tempa, a kolejne zmiany Polaków, choć ambitne, okazały się niewystarczające. Zmierzono mu czas 46.67 s, a Remigiuszowi Zazuli 47.01 s. Mateusz Rzeźniczak, rozpoczynający zmianę na czwartym miejscu, nie zdołał odrobić strat do Portugalii, która ostatecznie uplasowała się na trzeciej pozycji. Polacy uzyskali czas 3:06.30, co dało im czwarte miejsce w serii.
Biało-czerwoni musieli liczyć na korzystny wynik z drugiej serii, gdzie rywalizowały cztery zespoły. Okazało się, że nawet trzecia pozycja z tej serii nie wystarczyła do awansu. Jamajka, która zajęła trzecie miejsce, uzyskała czas lepszy od Polaków o 62 setne sekundy. Jak komentowali sami zawodnicy, mimo lekkiego niedosytu, polskie biegi na 400 metrów rozwijają się, a uzyskany wynik był wartościowy.
Jak dowiedział się lokalny portal poleca.to, choć finał wymknął się z rąk, postawa sztafety 4x400 metrów pokazuje potencjał polskiej lekkoatletyki. Wielu mieszkańców naszego regionu śledzi zmagania sportowców, a sukcesy w tej dyscyplinie budzą dumę i nadzieję na przyszłe osiągnięcia. Brak awansu do finału, mimo ambitnej postawy, jest lekcją, która z pewnością zaprocentuje w dalszej części sezonu.