Bobsleje, często określane mianem "zimowej Formuły 1", to sport wymagający ekstremalnych prędkości sięgających 150 km/h i potężnych przeciążeń. Polacy coraz śmielej poczynają sobie w tej dyscyplinie, co potwierdziła obecność kobiecej kadry na igrzyskach olimpijskich. Po zawodach głośno zrobiło się o sprzęcie, a swoje zdanie na ten temat w rozmowie z Interią wyraził Jakub Zakrzewski, pilot polskiej reprezentacji.
Jakub Zakrzewski, który do bobslejów trafił z judo, przyznaje, że doświadczenie ze sportów walki pomogło mu w aklimatyzacji z nową dyscypliną. "Może tyle, że nie bałem się upadków. Nie robiły one na mnie większego wrażenia, byłem przygotowany do potencjalnych uderzeń, wstrząsów i tego typu rzeczy," powiedział w wywiadzie.
Jako pilot, Zakrzewski podkreśla kluczową rolę swojej pozycji w zespole. "Zdecydowanie, nie umniejszając roli chłopaków. Oni za to muszą pchać mocno na starcie, żeby dać nam dobry czas startu. Cała reszta zależy już ode mnie. Czyli to jaką linią przejedziemy i jaki wynik ostatecznie osiągniemy. Wszystko to już jest w moich rękach," tłumaczy.
Proces selekcji do roli pilota jest złożony i obejmuje testy psychologiczne, fizyczne oraz jazdy próbne na lodzie. "U nas zaczęliśmy od testów z psychologiem sportu, żeby określić predyspozycje mentalne. Później były testy bardziej fizyczne, typu czas reakcji, refleks, spostrzegawczość. Dopiero na tej podstawie określone zostały osoby, które mogłyby mieć predyspozycje właśnie do roli pilota," wyjaśnia Zakrzewski.
Prędkości osiągane w bobslejach są imponujące, a przeciążenia na wirażach mogą sięgać nawet 7G. "Jak się chwilę pojeździ bobslejami, to parki rozrywki już nie robią wrażenia. Najszybciej w Europie jeździ się w Sankt Moritz, tam czwórką osiąga się 150 kilometrów na godzinę," mówi pilot.
Zakrzewski odniósł się również do kontrowersji wokół sprzętu, podważając słowa Lindy Weiszewskiej. "Ja bym chciał sprostować całą tę wypowiedź, bo to tak nie do końca wygląda jak Linda to określiła," stwierdził. Wyjaśnił, że choć kraje takie jak Niemcy czy USA inwestują ogromne środki w rozwój własnego sprzętu, polska kadra dysponuje sprzętem, który jest standardem dla wielu innych ekip na świecie. "Więc my naprawdę możemy się z nimi ścigać," podkreśla.
Polscy bobsleiści nie zakwalifikowali się na ostatnie igrzyska olimpijskie, jednak Zakrzewski ocenia sezon pozytywnie, biorąc pod uwagę krótki czas przygotowań nowej ekipy. "Minimalnie jednak nam zabrakło doświadczenia," przyznał.
Głównym celem na kolejne cztery lata są igrzyska olimpijskie, a związek ma ambitne plany wysłania na nie co najmniej dwóch ekip męskich i jednej kobiecej.
Największym problemem polskiego bobsleju, zdaniem Zakrzewskiego, nie jest sprzęt, ale brak wystarczającej liczby zawodników. "Potrzeba ich więcej, żeby było w czym wybierać. Żeby była też rywalizacja wewnątrz kadry, każdy bardziej się starał," zaznacza.
Kluczem do sukcesu w bobslejach jest nie tylko zaawansowany sprzęt, ale przede wszystkim doświadczenie pilota. "Jest różnica między pilotem, który jeździ z dwa sezony tak jak ja, a kimś kto już jest w tym sporcie 10 czy 15 lat," porównuje.
Wielu zawodników wciąż musi łączyć sport z pracą zarobkową, aby móc finansować swoje pasje. "Pracujemy, żeby potem móc trenować zimą. Żeby po prostu wyjechać bez przeszkód, bo wyjeżdżamy na około 3-4 miesiące," mówi Zakrzewski.
Choć w Polsce brakuje toru bobslejowego, polscy zawodnicy przygotowują się głównie w Lillehammer, które oferuje dobre połączenie trudności i szybkości jazdy. "Wydaje mi się, że [tor kompozytowy w Karpaczu] będzie zrobiony głównie pod saneczkarstwo czy skeleton. Bobsleje są dużo większe oraz cięższe," komentuje.
Pomimo trudności, jakie stawia przed nimi polski rynek sportowy, Jakub Zakrzewski nie żałuje swojej decyzji o zostaniu bobsleistą. "Ja po prostu zakochałem się w tym sporcie, więc wydaje mi się, że podjąłbym identyczną decyzję. Ta dyscyplina generuje mnóstwo fantastycznych przeżyć," deklaruje.
Plotki o potencjalnym usunięciu sportów saneczkowych z programu igrzysk olimpijskich wydają się mało prawdopodobne, głównie ze względu na widowiskowość i zaangażowanie wielu państw. Jak dowiedział się lokalny portal poleca.to, polscy bobsleiści, mimo braku własnego toru, przygotowują się do kolejnego sezonu intensywnie, korzystając z obiektów zagranicznych, głównie w Lillehammer.
Redakcja poleca.to donosi, że ostatnie lata przyniosły znaczącą poprawę w funkcjonowaniu polskiego związku bobslejowego. "Mamy zapewnione absolutnie wszystko, zawodnicy moim zdaniem nie powinni na nic narzekać, bo nie musimy do niczego dokładać," podkreśla Zakrzewski, wskazując na progres i zaangażowanie ludzi z pasją.
Współpraca z popularnym youtuberem AJ-em okazała się strzałem w dziesiątkę, zwiększając zainteresowanie dyscypliną. Materiał z jego udziałem cieszył się dużą popularnością, a sam youtuber pozytywnie ocenił swoje doświadczenia.
Sezon bobslejowy dla kadry A dobiegł końca, natomiast kadra B uczestniczy w treningach szkoleniowych we Francji, przygotowując się do kolejnych wyzwań. Po krótkim odpoczynku rozpoczną się intensywne przygotowania do nowego sezonu.