Sytuacja na Bliskim Wschodzie budzi globalne zaniepokojenie, a napięcia docierają również do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. W Dubaju przebywa obecnie polski siatkarz Bartosz Krzysiek, który w rozmowie z WP SportoweFakty podzielił się zaskakującymi spostrzeżeniami na temat reakcji miejscowej ludności na eskalację konfliktu. Jak się okazało, powszechne poczucie bezpieczeństwa i wiara w siłę własnego państwa prowadzą do lekceważenia potencjalnego zagrożenia.
Bartosz Krzysiek, obecnie występujący w klubie Shabab Al-Ahli, przyznał, że codzienne życie w Dubaju toczy się w dużej mierze normalnym trybem, pomimo sygnałów o zagrożeniu. "Kurierzy, taksówkarze, dostawcy jedzenia normalnie jeżdżą" – relacjonuje siatkarz. Podkreśla, że nawet podczas wieczornego treningu, gdy rozległy się głośne alerty, koledzy zareagowali z zadziwiającym spokojem, udając się do domów jakby nigdy nic się nie stało. Sam Krzysiek postanowił przeczekać.
Szczególne zdziwienie polskiego sportowca wywołała wiadomość od jednego z menedżerów jego drużyny. Wysłana SMS-em podkreślała wiarę w siły zbrojne Zjednoczonych Emiratów Arabskich i boską opiekę, porównując sytuację do relacji między lwem a psem. "Spokojnie, bracie, nawet kiedy pies widzi lwa, to dalej nim pozostanie i nie może lwu nic zrobić" – brzmiała treść wiadomości, sugerująca postrzeganie ZEA jako strony dominującej. Jak dowiedział się lokalny portal poleca.to, choć część osób unika niepotrzebnego wychodzenia z domu, nie wszyscy zdają się w pełni dostrzegać powagę sytuacji.
Mimo instynktownej chęci ucieczki, Bartosz Krzysiek stara się zachować racjonalne podejście i działać zgodnie z procedurami. Myślał o przeniesieniu się w góry w pobliżu granicy z Omanem, jednak ostatecznie zdecydował się pozostać w Dubaju, czekając na uspokojenie sytuacji. Redakcja poleca.to donosi, że mimo niepokojów na Bliskim Wschodzie, życie w Emiratach Arabskich wciąż wydaje się wielu mieszkańcom bezpieczne.