
Aleksandra Gryka w poprzednim sezonie została ważną siatkarką reprezentacji Polski. W rozmowie z Interia Sport dzieli się myślami o kadrze, które towarzyszą jej przez cały sezon. Odsłania też kulisy tego, jaki na co dzień jest trener Stefano Lavarini. - W końcu udało mi się pokazać, że jestem w stanie grać na tym poziomie i mogę dać coś drużynie - podkreśla środkowa. Gryka bez owijania w bawełnę ocenia też poziom TAURON Ligi, w której rywalizuje z zespołem z Bielska-Białej.

Damian Gołąb, Interia Sport: Na początku sezonu w jednym z wywiadów powiedziałaś tak: "chcę skupić się na swojej powtarzalności, odpowiedzialności i kreatywności w grze". Jesteśmy przy końcu fazy zasadniczej, tuż przed fazą play-off. Jak oceniasz realizację tych celów?
Aleksandra Gryka, środkowa reprezentacji Polski i BKS BOSTIK ZGO Bielsko-Biała: Jestem ukontentowana tym sezonem i moją grą. Czuję się zdecydowanie stabilniej w elemencie zagrywki. W ataku również, znalazłyśmy zgranie z rozgrywającymi. W bloku również złapałam więcej zrozumienia. Realizuję więc dalej cele, jakie miałam na początku sezonu. Zostało jeszcze trochę czasu. Zawsze można pracować nad poprawieniem tych rzeczy, więc na pewno dalej będę to robić. Ale to, co założyłam sobie przed sezonem, zostało wykonane.
Wydawało się, że lepiej być nie może. A siatkarze znów przebili sufit
Powtarzalność pewnie dość łatwo zdefiniować, odpowiedzialność w grze też. Na czym w twoim rozumieniu gry polega kreatywność na pozycji środkowej?
- To bardzo kreatywna pozycja, stąd bardzo ją lubię. Po pierwsze w ataku, mamy najwięcej możliwości, najdłuższy odcinek na siatce, z którego możemy skorzystać. Rozumienie tego, gdzie się znajduje przeciwnik, jak możemy wykorzystać luki i jego słabsze strony - jest tu bardzo duże pole do popisu. By w trakcie akcji, przy dobrym rozumieniu z rozgrywającą, zmieniać rodzaje ataku. W elemencie bloku, szczególnie w tym sezonie zauważam, że to czasami gra jeden na jeden. Kiedy widzę, że atak pójdzie w innym miejscu niż został ustawiony blok, tu właśnie jest moje pole do bycia kreatywną: trochę wrednej i cwaniackiej gry, ustawiania się w innym miejscu.
Tak samo na zagrywce, gdy ma się "dobrą rękę", poczucie piłki i zrozumienie tego, jak wygląda przyjęcie u przeciwnika, można narobić po drugiej stronie niezłego chaosu. Kreatywności można więc dać bardzo dużo.
Na początku przygody z siatkówką przez chwilę grałaś chyba na przyjęciu, ale bardzo szybko przeszłaś na środek?
- Tak. Tylko kilka pierwszych miesięcy grałam na pozycji przyjęcia, kiedy w ogóle zaczynałam grać w siatkówkę. I dosyć szybko zostałam przestawiona na pozycję środkowej.
Do gry na środku potrzeba chyba właśnie sporo myślenia, przewidywania, cwaniactwa, o którym wspomniałaś.
- Absolutnie. Krąży opinia, że pozycja środkowej jest jedną z trudniejszych do grania. Tych zmiennych i szybkiego myślenia, cwaniactwa, jest bardzo dużo. Porównywalnie z pozycją rozgrywającej, może odrobinkę mniej, bo jednak rozegranie to mózg zespołu. Ale na pewno środek to bardzo ciężka pozycja. Wymaga dużego skupienia, "czutki", doświadczenia.
Zobacz również:
Liga Mistrzyń Polskie siatkarki blisko sensacji w Lidze Mistrzyń. Taka szansa może się nie powtórzyć
Damian GołąbPolska liga traci gwiazdy. Aleksandra Gryka przyznaje: "Widać różnicę, wszyscy o tym mówią"
Czy uważasz, że TAURON Liga cały czas pozostaje dobrym miejscem do rozwoju? Po odpływie kilku czołowych zawodniczek przed sezonem słychać utyskiwania na poziom.
- Powiedzmy sobie szczerze: to nie jest ta sama liga. Zjechała poziomem w porównaniu do kilku ostatnich lat. Niestety tak to wygląda. Uciekło trochę dobrych polskich zawodniczek, które stanowiły o sile swoich zespołów. Cały czas brakuje kasy na mocniejsze zagraniczne siatkarki. Ok, mamy dużo młodych, perspektywicznych zawodniczek, ale to nie jest wciąż nawet taki poziom, jaki był dwa, trzy lata temu. Widać różnicę, wszyscy o tym mówią.
Dla młodych zawodniczek to super miejsce, by wejść w profesjonalną siatkówkę. Natomiast dla zawodniczek o trochę wyższych celach wygląda to tak, że chyba muszą szukać rozwoju w innych miejscach.
Znasz rynek od środka, wiesz, z jakimi ofertami do siatkarek zwracają się kluby z Polski czy Włoch, a podejrzewam, że i o warunkach w Turcji pewnie słyszałaś. A reprezentantki Polski wybierają też ostatnio grę w USA czy Grecji. Myślisz, że jest szansa na odwrócenie tego trendu dotyczącego TAURON Ligi w najbliższych sezonach? Czy bez dużo większych pieniędzy nie ma na to żadnych widoków?
- Nie siedzę jakoś bardzo mocno w kwestiach strukturalnych czy finansowych. Ale z mojego punktu widzenia wydaje się, że jak nie przypłyną pieniądze i siatkówka w Polsce nie będzie bardziej wspierana finansowo przez sponsorów czy inne źródła, będzie ciężko o przyciąganie bardzo dobrych zawodniczek. Mimo wszystko to nasz zawód. Robimy to, by się rozwijać i wygrywać, ale dostajemy też za to pieniądze. To normalna praca. Jeśli ktoś dostaje lepsze oferty w innych miejscach, to też wpływa na ostateczny wybór.
A cała otoczka TAURON Ligi? Oprawa kibicowsko-medialna? Czy tutaj widzisz rozwój ligi, czy raczej stoi w miejscu?
- Na przykład w porównaniu z ligą amerykańską jesteśmy bardzo daleko. Ale w zestawieniu z innymi ligami na świecie nie ma chyba aż takiej rozbieżności. Zawsze przy najlepszych klubach oprawa techniczna jest po prostu świetnie zorganizowana. Siatkówka to też widowisko, robimy to także dla kibiców. Wydaje mi się więc, że wzmocnienie oprawy medialnej, meczowej, mogłoby przyciągnąć trochę więcej chętnych, po prostu byłoby to atrakcyjne. Nie uważam, że u nas jest jakoś źle, ale zawsze mogłoby być lepiej.
Zobacz również:
Reprezentacja siatkarzy Grbić konsultował, Świderski komentuje. To wkrótce czeka polskich siatkarzy
Damian GołąbPolska siatkarka wciąż myśli o kadrze. Stefano Lavarini? "Z natury merytoryczny"
Kiedy wróciłaś do polskiej ligi po mistrzostwach świata w Tajlandii, gdzie huk w halach był niesamowity i panowało wręcz szaleństwo na waszym punkcie, czułaś duży przeskok?
- Trochę tak. Wcześniej może nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale czuję różnicę. Oprawa Ligi Narodów i mistrzostw świata - byłyśmy w tym dość długo i to zostaje bardzo w pamięci. I też w sercu, bo to trochę inne emocje na boisku. A tutaj jest trochę spokojniej, różnica jest zauważalna.
Czas ogłaszania powołań do reprezentacji jest coraz bliżej. Powiedziałaś niedawno, że w zasadzie nie przestajesz myśleć o kadrze. Perspektywa gry w reprezentacji jest w takim razie czymś, co cały czas cię napędza?
- Absolutnie tak. Po posmakowaniu reprezentacji poczułam duży głód. Mam z tyłu głowy, że zaraz rozpoczyna się sezon reprezentacyjny. Niektórzy odpuszczają sobie na wakacje i przerwę między sezonami ligowymi, ja absolutnie nie mam tego w głowie. Cały czas staram się zasuwać, by jak najlepiej przygotować się do sezonu reprezentacyjnego.
Ten ostatni sezon przyniósł ci pierwszy medal z seniorską kadrą, udział w MŚ. Wierzysz w coś takiego jak przełomowy rok? I że ten przełom dla ciebie mógł właśnie nastąpić ubiegłego lata?
- Można to tak nazwać. Patrząc z perspektywy, wcześniej dostawałam okazje, by potrenować, rozegrać kilka meczów sparingowych, zagrać kilka meczów Ligi Narodów. Ale to nigdy nie było w takim wymiarze, jak w zeszłym sezonie. W końcu udało mi się pokazać, że jestem w stanie grać na tym poziomie i mogę dać coś drużynie. Na pewno chciałabym myśleć o tamtym sezonie reprezentacyjnym, że jest to otwarcie drzwi.

Jaka była twoja współpraca ze Stefano Lavarinim w tak długiej perspektywie? Spędziłaś z nim całe lato. Jaki jest trener w codziennej pracy? W rozmowach z mediami bywa bardzo zasadniczy.
- Bo jest z natury merytoryczny. Ma bardzo wyważone, poparte faktami przekonania i zdanie. To odzwierciedla w siatkówce. Po przeanalizowaniu tylu meczów, zawodniczek, stylów gry, po prostu ma gigantyczną wiedzę i doświadczenie. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że potrafi to przekazać i ubrać w emocje. Napędza nas to, jak z nami pracuje. Wszystkie na kadrze pracujemy z mocnym przekonaniem, że chcemy być lepsze.
Dostajemy też informacje od niego, co zrobić, by wskoczyć na następny poziom. A oprócz tego, że jest super trenerem, jest też po prostu mega spoko gościem. Jest bardzo inteligentny, zabawny, bardzo dobrze się z nim pracuje.
A potrafi też pochwalić? W rozmowach z dziennikarzami starannie unika wystawiania jakichkolwiek indywidualnych ocen siatkarkom.
- Może i dobrze, bo takie rzeczy czasami powinno się trzymać w drużynie. Ale myślę, że żadna z nas nie czuje się pominięta. Rozmawia z zawodniczkami indywidualnie. Mówi nam, nad czym musimy pracować, albo też o tym, co już robimy dobrze, że widać efekty pracy. Jest bardzo szczery w tym, jak ocenia, ale dzieli się swoimi opiniami. Czasami daje nam poczuć, że wykonujemy dobrą robotę, ale też, że możemy zrobić jeszcze więcej.
W Bielsku-Białej walczą o medal. Aleksandra Gryka jasno o celach drużyny
Rozmawialiśmy o trendach w TAURON Lidze. A jaki jest obecnie trend w BKS BOSTIK ZGO Bielsko-Biała? Niedawno wygrałyście trzy mecze z rzędu, więc to chyba trend wznoszący?
- Przeszłyśmy okres bardzo dużego zmęczenia, w którym grałyśmy praktycznie co trzy dni, i to na wyjazdach. To było bardzo męczące, może miejscami to było widać. Ostatnio usystematyzowałyśmy trochę nasz styl trenowania i gry. Myślę, że kilka ostatnich tygodni dobrej pracy będzie owocować. Z przyjemnością powiem, że uważam, że jesteśmy na trendzie wzrostowym. Nie dość, że widać u nas poprawę kondycji fizycznej, wypoczęcie, to jeszcze wzmocnienie w postaci Gulii Gennari dało nam nową energię na końcówkę sezonu.
Dla ciebie zmiana rozgrywającej w takim momencie sezonu, po kontuzji Wiktorii Szewczyk, to duże wyzwanie?
- Jest to wyzwanie, bo ona musi trochę nauczyć się nas, a my jej. Bardzo dużo zależy od naszej komunikacji, jak będziemy ze sobą rozmawiać o piłkach czy całej grze. Na szczęście nie ma absolutnie żadnych problemów na tej linii. Wszystko idzie w dobrym tempie i myślę, że wszystkie rozumiemy, jaką siatkówkę chcemy grać. Mimo że to coś nowego na tym etapie, idzie nam to bardzo dobrze.
Ambicje w Bielsku-Białej zawsze były wysokie. W tym sezonie sięgają pewnie medalu?
- Absolutnie tak. Chcemy skończyć ten sezon z medalem. Jakiego koloru, to się okaże, ale myślę, że nikt z nas nie stawia sobie celu niżej niż podium. Cel to wygrywanie wszystkiego, co się da.
A czy ty w najbliższym sezonie nadal będziesz rozwijać się w TAURON Lidze, czy obierasz inny kierunek?
- Dopóki nie jest to oficjalne, wolałabym o tym nie mówić. Plany są zdefiniowane, wszystko jest już ustalone, ale nie chcę wychodzić przed szereg.
Rozmawiał Damian Gołąb
Zobacz również:
Siatkówka Wielki triumf Projektu w Bełchatowie. Rywale na deskach. Absolutny nokaut
Rafał Sierhej

Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nasDołącz do nassiatkówkareprezentacja Polski w siatkówceStefano LavariniAleksandra Gryka