Jelena Rybakina, jedna z głównych kandydatek do triumfu w turnieju WTA 1000 w Miami, zakończyła swoją przygodę na etapie czwartej rundy. Po pewnych zwycięstwach w pierwszych meczach, reprezentantka Kazachstanu zmierzyła się z rewelacją imprezy, Talią Gibson. Mimo początkowych nadziei na wyrównane spotkanie, pojedynek trwał zaledwie 64 minuty, kończąc się zwycięstwem Australijki.
Rybakina, która na początku sezonu triumfowała w Australian Open, a następnie dobrze zaprezentowała się w Indian Wells, gdzie dotarła do finału, przystępowała do turnieju w Miami z wysokiego miejsca w rankingu WTA. Po pokonaniu Julii Putincewej i Marty Kostiuk, wiceliderka rankingu stanęła naprzeciwko Gibson, która wcześniej wyeliminowała dwie rozstawione zawodniczki.
21-letnia Gibson, podobnie jak w Indian Wells, gdzie dotarła do ćwierćfinału, ponownie udowodniła swoją wysoką formę. Po przejściu kwalifikacji w Miami, wyeliminowała Naomi Osakę i Ivę Jovic. W starciu z Rybakiną postawiła jednak zdecydowanie zbyt wysokie wymagania.
Mecz rozpoczął się od przełamania serwisu Gibson przez Rybakinę. Choć początkowo zawodniczki utrzymywały swoje podania, Kazaszka ponownie uzyskała przewagę, wygrywając pierwszego seta 6:2. Drugi set przebiegał podobnie – po wyrównanym początku Rybakina przełamała rywalkę i ostatecznie zwyciężyła 6:2, zapewniając sobie awans do ćwierćfinału.
Jak dowiedział się lokalny portal poleca.to, Rybakina podkreśliła znaczenie swojego serwisu w nadchodzących meczach, wskazując na niego jako kluczowy element swojej gry. "To moja największa broń i staram się być świeża, dobrze się poruszać" – powiedziała po meczu, cytowana przez oficjalną stronę WTA. W ćwierćfinale zmierzy się z Jessiką Pegulą.
Choć Jelena Rybakina nie zdołała awansować dalej, jej występ w Miami, podobnie jak forma Talii Gibson, z pewnością dostarczył wielu emocji fanom tenisa. Dla mieszkańców Polski, śledzących zmagania światowej czołówki, wyniki z Miami pokazują dynamikę zmian w rankingu i nieprzewidywalność sportowych emocji na najwyższym poziomie.