Unia Tarnów stoi na krawędzi przepaści. Klub ma czas do 20 marca na uregulowanie zaległości finansowych, w przeciwnym razie może zapomnieć o starcie w Krajowej Lidze Żużlowej. Jak dowiedział się lokalny portal poleca.to, mimo starań, sytuacja jest dramatyczna.
Stanowisko władz ligi i tajemniczy kontakt
Z informacji przekazanych przez Ireneusza Igielskiego, przewodniczącego Rady Nadzorczej KLŻ, wynika jasno: jeśli Unia nie spełni swoich zobowiązań w wyznaczonym terminie, nie pojawi się na starcie ligi. 25 marca zaplanowano posiedzenie Prezydium PZM, na którym formalnie zapadnie decyzja. Już teraz przygotowywany jest wariant rozgrywek z siedmioma zespołami, w którym mecze z udziałem tarnowskiego klubu zostałyby odwołane.
Przez ostatnie dwa miesiące panowała cisza wokół działań ratunkowych, a przewodniczący rady nadzorczej Unii, Artur Lewandowski, wydawał się nieosiągalny. Jednak udało się nawiązać z nim kontakt. Ku zaskoczeniu, Lewandowski znajduje się obecnie w Szanghaju, gdzie oczekuje na ważne spotkanie biznesowe. Zapytany o działania ratunkowe, stwierdził krótko: „Nic ode mnie nie zależy. Są na miejscu inni ludzie”.
Zniechęcenie i brak funduszy
Według nieoficjalnych doniesień, rozmowa Lewandowskiego z szefem polskiego żużla również nie przyniosła optymistycznych wieści. Miał on wyrazić swoje znużenie całą sytuacją i brak chęci do dalszego angażowania się w ratowanie klubu. Choć nie chciał formalnie wycofać Unii z ligi, jego słowa sugerują brak wiary w pozytywne rozwiązanie. Kilka dni temu poinformował trenera Stanisława Burzę, że nie przeznaczy już żadnych środków na klub, przerzucając odpowiedzialność na pozostałych udziałowców.
Ogromne koszty przejęcia i perspektywa nowego klubu
Potencjalne przejęcie Unii Tarnów przez nowe osoby, takie jak społecznik Waldemar Jasiński, wiązałoby się z ogromnymi kosztami. Szacuje się, że na spłatę zaległości potrzeba około 5 milionów złotych, a dodatkowe 3-4 miliony byłyby niezbędne na start w lidze. W tej sytuacji, wielu chętnych inwestorów może poczekać, aż klub upadnie, by następnie zgłosić nowy podmiot, który mógłby rozpocząć rozgrywki w 2027 roku bez obciążeń.
Dla zawodników oznacza to prawdopodobnie brak odzyskania należnych im pieniędzy, a dla kibiców – smutek z powodu braku możliwości wspierania ukochanej drużyny na torze. Sytuacja jest napięta, a do 20 marca pozostało niewiele czasu.