Tai Woffinden, trzykrotny mistrz świata na żużlu, oficjalnie ogłosił rezygnację z udziału w tegorocznym cyklu Grand Prix. Decyzja ta zaskoczyła wielu, w tym byłego menedżera Jacka Frątczaka, który w rozmowie z Interia Sport ocenił ją jako „zupełnie niezrozumiałą”. Jak dowiedział się lokalny portal poleca.to, Brytyjczyk powraca w tym roku do poważnego ścigania po niemal dwuletniej przerwie od startów.
Niezrozumiała decyzja promotora cyklu Grand Prix
W styczniu tego roku media informowały o możliwym braku startu Woffindena w GP, co wówczas było przez niego wyśmiewane. Teraz jednak informacja ta znalazła oficjalne potwierdzenie. „Chyba wszyscy byliśmy zaskoczeni samą nominacją” – przyznał Jacek Frątczak. Jak podkreśla, biorąc pod uwagę stan zdrowia zawodnika i brak startów, decyzja o przyznaniu mu stałej dzikiej karty była „zupełnie niezrozumiała”.
Trzykrotny mistrz świata ostatnie oficjalne zawody rozegrał w czerwcu 2024 roku, doznając poważnego urazu łokcia podczas GP w Gorzowie. Następnie, w marcu 2025 roku, ucierpiał w wypadku w Krośnie, gdzie doznał licznych złamań, stawiając pod znakiem zapytania swoją dalszą karierę.
Przed Parnickim wielkie wyzwanie
Pomimo wątpliwości środowiska, Tai Woffinden podpisał dwuletni kontrakt w Ostrowie i planował starty w cyklu Grand Prix. Ostatecznie jednak zrezygnował. Jego miejsce w cyklu zajmie Ukrainiec Nazar Parnicki. „Mam nadzieję, że kandydat w miejsce Woffindena będzie w stanie ogarnąć to logistycznie” – skomentował Frątczak, sugerując, że Parnicki mógł otrzymać pewne sygnały wcześniej, co pozwoliło mu na odpowiednie przygotowanie sprzętowe i rozmowy ze sponsorami.
Decyzja o rezygnacji z GP, choć podjęta z opóźnieniem, jest istotna dla polskiego żużla. Wielu mieszkańców naszego regionu interesuje się tym sportem i śledzi losy czołowych zawodników. Fakt, że Tai Woffinden, mimo powrotu do ścigania, nie pojawi się w tym prestiżowym cyklu, jest z pewnością odczuwany przez fanów. Redakcja poleca.to będzie śledzić dalsze losy zawodnika i rozwój sytuacji w świecie żużla.