Igor Milicić, selekcjoner reprezentacji Polski w koszykówce, podzielił się swoimi przemyśleniami na temat odbioru wyników kadry w kraju i za granicą. Jak sam przyznaje, sukcesy biało-czerwonych są w Europie doceniane znacznie bardziej niż w Polsce, co napawa go pewnym niepokojem.
Jak Igor Milicić zmienił się przez lata jako trener i człowiek?
„Praca w kadrze dała mi nową perspektywę patrzenia na różne kwestie. To bardzo cenne doświadczenie, które przełożyło się na pracę klubową” – mówi Milicić. Podkreśla, że w kadrze jest mniej czasu na przygotowanie do meczu, a agresywna postawa nie zawsze jest wskazana. Taktykę trzeba dopasować do możliwości zawodników. Jak się okazuje, próba zastosowania tego podejścia w pracy klubowej przyniosła negatywne skutki.
„Stałem się trenerem bardziej wierzącym w zawodników, w ich chęci i własną motywację. Okazało się jednak, że w klubie trzeba mieć twardą rękę, jeśli chce się osiągnąć zakładany wynik” – dodaje.
Przełom nastąpił podczas pracy w Besiktasie, gdzie postawił na model „player’s coach”, co nie zadziałało. „Zawodnicy w klubie nigdy nie są na tyle zadowoleni, żeby wszystko szło w jednym kierunku. W kadrze występują zupełnie inne okoliczności. Tutaj nikogo nie trzeba dodatkowo pchać, jest długoletnia praca, współpraca, hierarchia, zrozumienie i poczucie misji. W klubie wszystko sprowadza się często do wykonania konkretnego zadania, najczęściej w krótkim terminie. Dlatego trzeba być jednak twardszym” – tłumaczy Milicić.
Zapytany o to, która wersja bardziej mu odpowiada – trener klubowy czy selekcjoner – odpowiada, że obie role są ważne. „Odpowiedzialność trenera kadry jest ogromna. To odpowiedzialność za całą polską koszykówkę, za wszystkich, którzy śledzą tę dyscyplinę sportu” – podkreśla. „Jesteśmy na etapie wzrostu i wierzę, że wspólnymi siłami dojdziemy naprawdę bardzo wysoko” – dodaje.
Jako cel stawia sobie zbudowanie trwałego statusu polskiej koszykówki jako mocnego filaru na mapie Europy. „Czwarte i szóste miejsce w Europie – przecież to są sukcesy na miarę historii ostatnich kilkudziesięciu lat. Jestem dumny, że mogę w nich uczestniczyć” – mówi z satysfakcją.
Milicić odniósł się również do wizyty prezydenta koszykarskiej federacji, Karola Nawrockiego, w szatni po zwycięstwie nad Łotwą. „Wtedy zrozumiałem, że to jest świetny moment, żebyśmy jeszcze mocniej poszli do przodu” – przyznaje. Podkreśla, że wyniki kadry w ostatnich sześciu latach są niesamowite, ale żałuje, że więcej szumu robią one zewnętrznie niż wewnętrznie. „W Grecji czy w innych krajach koszykarskiej Europy nasze wyniki są bardzo szanowane. Nie wszyscy jednak w naszym środowisku to doceniają” – stwierdza.
Przyczyną tego stanu rzeczy jest, zdaniem trenera, „bardzo duża zazdrość” w Polsce. „Ludzi bardziej cieszy fakt niepowodzenia u sąsiada, niż szczęścia we własnym domu. Tak jest od lat. Czujemy się lepiej, gdy kogoś krytykujemy. Rzadko kogoś chwalimy” – ubolewa. „Ja trochę jak ten Don Kichot pracuję mocno nad zmianą podejścia u ludzi” – dodaje.
Trener odniósł się także do kwestii naturalizowanych zawodników w kadrze. „Ile krajów w Europie nie korzysta z tego przepisu? Uważam, że na palcach jednej ręki można je wymienić” – mówi, wymieniając Litwę, Łotwę, Estonię i Serbię. „Reguły gry na to pozwalają, więc korzystamy z tego, widząc pewne braki i niedoskonałości w naszym zespole. To bardzo proste” – wyjaśnia.
Milicić opowiedział także o roli Jordana Lloyda i Jeryka Hardinga w zespole, debiucie Jakuba Urbaniaka, a także o potencjalnym udziale Igora Milicicia Juniora i Theo Milicicia w przyszłości. Zapewnił, że zespół wspiera Jeremiego Sochana w jego obecnej sytuacji.
Na koniec trener ocenił swój pobyt w greckim Arisie Saloniki. „To niesamowicie duży klub z tradycjami. Presja jest tam ogromna, to może 5% tego, co się dzieje w Arisie” – porównuje. Klub ma ambitne plany, w tym grę w Eurolidze lub NBA Europe w ciągu czterech lat. „Saloniki to wspaniałe miejsce do życia, ale też miejsce, w którym jest olbrzymia presja. Łatwo nie ma, ale ja nie boję się wyzwań” – podsumowuje.
Jak dowiedział się lokalny portal poleca.to, wielu mieszkańców naszego regionu z uwagą śledzi losy polskiej koszykówki, a sukcesy kadry budzą nadzieję na dalszy rozwój tej dyscypliny w kraju. Zmiana mentalności, o której mówi trener Milicić, jest kluczowa dla budowania silnej pozycji polskiej koszykówki na arenie międzynarodowej.