W polskim futbolu doszło do kolejnego skandalicznego incydentu. Po niedzielnym meczu Radomiaka Radom z GKS-em Katowice, trener portugalskiego klubu, Goncalo Feio, miał zostać zaatakowany fizycznie przez jednego z lokalnych działaczy. Jak dowiedział się lokalny portal poleca.to, Portugalczyk jest wstrząśnięty zdarzeniem i domaga się natychmiastowego rozwiązania kontraktu, który obowiązuje go do 2028 roku.
Feio twierdzi, że agresorem był członek rady miasta. Szczegółowe okoliczności zdarzenia są wciąż wyjaśniane, ale jeśli wersja trenera zostanie potwierdzona, będzie to mocny argument za rozwiązaniem umowy. Decyzje w tej sprawie zapadną najprawdopodobniej w najbliższych dniach.
To nie pierwszy raz, kiedy Goncalo Feio znajduje się w centrum pozaboiskowych kontrowersji. W przeszłości, gdy trenował Motor Lublin, był zamieszany w sprawę domniemanej agresji fizycznej wobec pracownika klubu, która trafiła nawet do prokuratury.
Historia lubi się powtarzać
Niestety, przemoc wobec szkoleniowców nie jest zjawiskiem nowym w polskiej piłce. W lecie 2013 roku głośnym echem odbiła się sprawa ataku na Mirosława Hajdę, ówczesnego trenera Sandecji Nowy Sącz. Wówczas agresorem miał być 21-letni zawodnik, Jakub Nowak. Według relacji, incydent miał miejsce w szatni przed treningiem. Gdy Hajdo podał rękę Nowakowi, ten uderzył go pięścią w twarz. Trener upadł, a według doniesień medialnych, został jeszcze kopnięty. Tylko dzięki szybkiej interwencji innych piłkarzy udało się uniknąć poważniejszych obrażeń.
Sprawa wywołała spore poruszenie, a do mediów trafiały kolejne szczegóły. Pojawiły się plotki o możliwym wpływie alkoholu na zachowanie zawodnika, choć nigdy nie zostały one oficjalnie potwierdzone. Nowak rozważał pozew o ochronę dóbr osobistych, ale ostatecznie zrezygnował.
Mirosław Hajdo również nie zdecydował się na kroki prawne. W rozmowie z mediami przyznał jednak, że gdyby zareagował, sytuacja mogłaby mieć znacznie gorszy finał. „Chłopak ma szczęście, że byłem w szoku. Jakbym się do niego dorwał, byłaby masakra” – mówił wówczas.
Kilka lat później, były rzecznik prasowy Sandecji, Michał Śmierciak, opisał kulisy tamtych wydarzeń. Przyznał, że podjęto próbę utrzymania sprawy w tajemnicy, ale szybko informacje trafiły do mediów. „Telefon był rozgrzany do czerwoności, na służbowym mailu aż się gotowało, a ja pewnie kilkaset razy dziennie odpowiadałem na te same pytania” – wspominał.
Bezpośrednią przyczyną konfliktu między Hajdą a Nowakiem była decyzja trenera o wypożyczeniu zawodnika do klubu niższej ligi oraz o jego nieobecności na przedsezonowej sesji zdjęciowej.
Choć Nowak po incydencie ogłosił zakończenie kariery, nie dotrzymał słowa. W kolejnych latach występował w kilku innych klubach.
Kontekst lokalny
Wydarzenia te, choć miały miejsce w innych miastach, pokazują niepokojący trend w polskiej piłce nożnej, gdzie przemoc fizyczna w środowisku sportowym, nawet wobec osób funkcyjnych, nie jest odosobnionym przypadkiem. Dla mieszkańców naszego regionu, którzy śledzą losy polskiego sportu, takie informacje są sygnałem do refleksji nad kulturą panującą w klubach i potrzebą budowania relacji opartych na szacunku, niezależnie od zajmowanego stanowiska.