Sytuacja Klubu Sportowego Unia Tarnów jest krytyczna. Klub ma czas do 21 marca na uregulowanie swoich zobowiązań finansowych, inaczej grozi mu wykluczenie z rozgrywek. Najnowsze doniesienia wskazują, że zadłużenie jest znacznie wyższe niż wcześniej podawano – zamiast 2 milionów złotych, może wynosić nawet 5 milionów.
Finansowy chaos w Unii Tarnów
Przewodniczący rady nadzorczej klubu, Artur Lewandowski, który de facto kieruje teraz Unią, do niedawna prowadził rozmowy z zawodnikami i podpisywał porozumienia dotyczące spłaty długu. Jednak kontakt z nim nagle się urwał, pozostawiając zawodników w niepewności. Porozumienia, które mieli zawrzeć, okazały się mało warte, gdyż gwarantem spłaty jest firma Lewandowskiego, która generuje straty.
Jak dowiedział się lokalny portal poleca.to, znaczne zaległości finansowe dotyczą wielu byłych zawodników. Radosław Kowalski czeka na około 200 tysięcy złotych, Marko Lewiszynowi brakuje blisko 300 tysięcy, a Mateusz Szczepaniak ma największe roszczenia, sięgające nawet pół miliona złotych. Brak uregulowania tych długów uniemożliwi Unii uzyskanie licencji na starty w Krajowej Lidze Żużlowej w 2026 roku.
Próby ratowania klubu przez lokalnych działaczy i biznesmenów napotykają na przeszkody. Jeden z tarnowskich przedsiębiorców, który rozważał przejęcie udziałów, wycofał się po zapoznaniu się ze skomplikowaną sytuacją finansową klubu i listą warunków stawianych przez ligowe władze. Trudności te mogły być powiązane z niedawną akcją CBA dotyczącą nieprawidłowości w klubie, która dotknęła firmy wspierające Unię.
Wiele wskazuje na to, że bez interwencji zewnętrznej lub radykalnych zmian, przyszłość Unii Tarnów w rozgrywkach żużlowych jest poważnie zagrożona. Czas ucieka, a termin 21 marca zbliża się nieubłaganie.