
Zaledwie dziewięć dni temu Armand Duplantis poprawił w Uppsali rekord świata - już po raz piętnasty, teraz wywindował go do wysokości 6.31 m. Czy w tej sytuacji ktokolwiek mógł mu zaszkodzić w zdobyciu czwartego z rzędu złota HMŚ? Chyba tylko Emanuil Karalis, podopieczny naszego trenera Marcina Szczepańskiego. Skoczył miesiąc temu 6.17 m. Ich walka miała być ozdobą wieczoru. I była.

Męska rywalizacja tyczkarzy zawsze interesowała nas jakoś mocniej, przez wzgląd na sukcesy Biało-Czerwonych. Dawno, dawno temu Władysława Kozakiewicza czy Tadeusza Ślusarskiego, a w tym wieku choćby Pawła Wojciechowskiego czy Piotra Liska. Ten ostatni zapewne byłby bohaterem trybun także i teraz w Toruniu, ale półtora miesiąca temu w mityngu w Niemczech pękła mu tyczka, spowodowała kontuzję dłoni. I zakończyła sezon halowy rekordzisty Polski.
Mimo tego i tak warto było przyjść do Areny Toruń czy włączyć telewizory właśnie na ten konkurs. Bo to on zaczynał wieczorną sesję w sobotę, a jako pierwszy pojawił się na rozbiegu... Duplantis. Szwed tym razem poprosił o 5.50 m - pewnie zrobił to dla publiczności, by ją rozgrzać. To właśnie w tym miejscu pobił swój pierwszy rekord świata - sześć lat temu skoczył tu 6.17 m. Wysokość bardzo ważną także i dzisiaj.
Zobacz również:
Lekkoatletyka Był medal dla Polski, Holendrzy ruszyli z protestem. Jest oficjalna decyzja
Andrzej GrupaHalowe mistrzostwa świata. Duplantis kontra Karalis w Toruniu. Starcie gigantów tyczki
Zaledwie dziewięć dni temu "Mondo" po raz piętnasty poprawił rekord świata - w Uppsali skoczył 6.31 m. Pokazał wszystkim, że wciąż lata na niebotycznych wysokościach, niedostępnych dla innych. To był sygnał dla Karalisa, który w mistrzostwach Grecji uzyskał 6.17 m - drugi wynik w historii. Ich pojedynek miał być ozdobą całych mistrzostw, choć można było się spodziewać, że dołączy tu Sondre Guttormsen - Norweg niedawno zaliczył 6.06 m.

Duplantis zaliczył to 5.50 m z ogromnym zapasem, Karalis zaś był jednym z trzech zawodników, którzy zaczęli od 5.70. I też miał ogromną nadwyżkę wysokości. Można się było spodziewać, że prawdziwa walka zacznie się gdzieś na 5.95 m lub na 6.00 m. I tam będą decydowały się losy medali, może tego brązowego.
Tę wysokość 5.95 m zaliczyło trzech zawodników: Karalis i Sondre Guttormsen w pierwszych próbach, Zachery Bradford z USA - w drugiej. Duplantis ją odpuścił, a Kurtis Marschall, Baptiste Thierry, Menno Vloon i Thibaut Collet poprosili o przesunięcie na 6.00 m po zrzutce lub zrzutkach.
Zobacz również:
Lekkoatletyka Skakał Duplantis, został w cieniu. Fenomenalny rekord świata w Toruniu
Andrzej GrupaMondo wrócił na 6.00 m - zaliczył tę wysokość od razu, postawił rywali przed kolejnym ciężkim wyzwaniem. Karalis też był blisko, ale dłonią zahaczył poprzeczkę, ta jednak spadła. Zaskoczył Sondre Guttormsen, opuścił 6.00 m. A później zaskoczył Marschall - Australijczyk strącił 5.95 m, przeniósł drugą próbą na 6.00. Zaliczył ją, wyrównał rekord życiowy, awansował w tamtym momencie na drugą pozycję. Grek zaś poprawił się w drugim podejściu. W grze zostało już tylko czterech tyczkarzy.
Na 6.05 m zaczęły się szachy, tym razem Duplantis opuścił tę wysokość. Karalis zaś skoczył z zapasem, cieszył się jakby poprawił życiówkę. Pragnął medalu, mówił przed konkursem tak: - Najważniejszy jest medal, a jak go będę pewny, to spróbuję agresywniej skakać. Marcin ma na to plan - mówił Karalis w rozmowie z red. Michałem Chmielewskim z TVP Sport. I nawiązywał do planu swojego szkoleniowca - Marcina Szczepańskiego.

Po nieudanej próbie Guttormsena był już tego krążka praktycznie pewny. A gdy strącił jeszcze Marschall, oficjalnie wskoczył już na drugie miejsce. A nawet pierwsze, bo przecież Duplantis miał "tylko" 6.00 m.
Wkrótce stało się jasne, że Grek ma co najmniej srebro - to 6.05 m dla Norwega i Australijczyka było jednak już za wysoko.
Zostali więc dwaj najwięksi, przyjaciele z jednego rocznika, rywale już od kategorii juniorskich. Karalis wygrał z Duplantisem tylko raz: w halowych mistrzostwach świata w 2018 roku w Birmingham. I to był jedyny konkurs globalny, w którym Szwed wystartował, ale go nie wygrał. A teraz przybliżył się do niego, skacząc 6.10 m. Grek zaś tę wysokość opuścił.
Na stojakach pojawiło się więc 6.15 m - i znów Duplantis był tu bezbłędny. A skoro Karalisowi nic zaliczenie tej próby nie dawało, miał zrzutkę na 6.00, to... ponownie przeniósł próbę. Na 6.20 m - atakował więc swój rekord Grecji. Duplantis zaś uznał, że... poczeka na wynik rywala, tym razem on opuścił.
To była więc ta "agresywna próba" Karalis, o której wcześniej mówił. Miał srebro zapewnione, niewiele mógł tak naprawdę stracić. I już był prawie na drugiej stronie, gdy jednak klatką piersiową zahaczył poprzeczkę. A ta spadła.
Grek zrezygnował z kolejnych tutaj, przeniósł dwie ostatnie na 6.25 m. Wcześniej tę wysokość zaliczył Mondo, poprawił rekord halowych mistrzostw świata.
Dla Karalisa to jednak było też za wysoko, zakończył zmagania ze srebrem. A Szwed jednak nie poprosił o 6.32 m. Uznał, że już tych rekordów na razie wystarczy.
Halowe mistrzostwa świata. Skok o tyczce- 1. Armand Duplantis (Szwecja) - 6.25 m
- 2. Emanuil Karalis (Grecja) - 6.05 m
- 3. Kurtis Marschall (Australia) - 6.00 m
- 4. Sondre Guttormsen (Norwegia) - 5.95 m
- 5. Zachery Bradford (USA) - 5.95 m
- 6. Baptiste Thiery (Francja) - 5.85 m
- 7. Menno Vloon (Holandia) - 5.85 m
- 8. Thibaut Collet (Francja) - 5.85 m
Zobacz również:
Lekkoatletyka Niepokonany od stycznia, niepokonany w finale. Szymański mistrzem świata
Andrzej Grupa- Wyrównany rekord Bukowieckiej w finale. Nerwowe czekanie. A później eksplozja
- Mistrz świata w Polsce, a tu nagle gruchnęły wieści. Nie mógł milczeć


Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nasDołącz do nasskok o tyczcehalowe mistrzostwa świataArmand DuplantisEmanuil Karalis