
Niebywałe sceny mogli obserwować kibice zasiadający na trybunach w Kujawsko-Pomorskiej Arenie w Toruniu. Jakub Szymański kilkanaście minut po medalu Natalii Bukowieckiej dołożył kolejny krążek dla Polski na halowych mistrzostwach świata - i to koloru złotego. Po zdobyciu tytułu czempiona nasz reprezentant nie krył emocji i powrócił myślami do Nankin, gdzie rok temu przeżył prawdziwy koszmar.

Niebywałe sceny miały miejsce w Kujawsko-Pomorskiej Arenie w Toruniu podczas wieczornej sesji halowych mistrzostw świata w lekkiej atletyce. Po tym, jak podczas sesji porannej brązowy medal po ogromnym zamieszaniu w finale wywalczyła polska sztafeta mieszana 4x400 metrów, kolejny krążek kilka godzin później dołożyła Natalia Bukowiecka, która w finałowym biegu pań na 400 metrów osiągnęła czas 50,83 i została srebrną medalistką halowych mistrzostw świata. Na kolejny medal polscy kibice zasiadający na trybunach wcale nie musieli długo czekać. Kilkanaście minut później odbył się bowiem finałowy bieg na 60 metrów przez płotki panów, w którym niebywały popis dał Jakub Szymański. Polak linię mety przekroczył z czasem 7,40 i sięgnął po złoty medal.
Jakub Szymański po zdobyciu medalu nie powstrzymywał emocji. "Moje pierwsze łzy na arenie lekkoatletycznej"
Jakub Szymański po swoim finałowym biegu nie krył emocji - ze łzami w oczach ruszył w kierunku zasiadających na trybunach członków rodziny i razem dali się ponieść emocjom. Wkrótce potem świeżo upieczony halowy mistrz świata stanął przed kamerą TVP Sport i podzielił się swoimi przemyśleniami na gorąco.
"Jestem bardzo zadowolony. Moim celem był rekord Polski, bo myślałem, że wynik, który da złoto to będzie oscylował w okolicach 7.35-7.37, ale jednak nie, bo wielki finał rządzi się swoimi prawami. (...) Kluczem było po prostu wytrzymać psychicznie, dobrze wystartować. Ja wiedziałem, przewidziałem to, że Cunningham spęka, ponieważ mam szybszy dystans od niego około 6-8 setnych zawsze. Także jedynym zagrożeniem był Hiszpan, który jeszcze go dodatkowo pokonał" - przyznał.
Zobacz również:
Lekkoatletyka Bukowiecka powiedziała to przed kamerami. Tuż po historycznym biegu. "Formuła zabrała mi radość"
Michał ChmielewskiPotem Polak dał się już ponieść emocjom, a w jego oczach ponownie pojawiły się łzy, gdy wrócił wspomnieniami do ubiegłorocznych halowych mistrzostw świata w Nankinie. Wówczas będąc faworytem do medalu, Polak odpadł w półfinale po potknięciu się na ostatnim płotku. "Zrzuciłem ciężar po roku. Pewnie będzie o tym głośno jak w Nankin, no to była dla mnie niewyobrażalna krzywda. Stać się dziewiątym, mimo że medal był strasznie fryzjerski, wynik był tragiczny, chyba 7.50-7.56 dawał srebro i brąz, no to gdzie tutaj takie wyniki? Złoto 7,47 Granta Hollowaya, jak widzicie, pobiegłem dzisiaj szybciej o jedną setną. Tyle, co przeżyłem i codziennie budząc się rano i kładąc się wieczorem spać, myślałem o tych Chinach, żeby dokonać tej zemsty i to się udało" - oznajmił.
Polski mistrz nie ukrywał, że przez ostatni rok mocno pracował nad sobą, aby powrócić na halowe mistrzostwa świata jeszcze silniejszym i zapomnieć o koszmarze z Chin. "Są to moje chyba pierwsze łzy na arenie lekkoatletycznej. (...) Pracowałem sam ze sobą, nie potrzebowałem nikogo do pomocy, nikomu się nie zwierzałem, trzymałem to w sobie przez rok, aby dzisiaj to wypuścić. Dlatego to tak mocno się działo" - podsumował.



Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nasDołącz do nasbieg przez płotkiHalowe MŚ w lekkoatletyceJakub Szymański