
W najnowszej rozmowie w podcaście Polskiego Radia Justyna Kowalczyk-Tekieli opowiedziała o życiu już po zakończeniu kariery. Z radością ogłosiła również pewien przełom, do którego doszło w ostatnich tygodniach. Zapalnikiem do zmian był jej wyjazd na zimowe igrzyska olimpijskie Mediolan-Cortina, podczas których wystąpiła na antenie w roli ekspertki. Ludzie zobaczyli jedno.

W 2018 roku Justyna Kowalczyk ogłosiła zakończenie bogatej w imponujące sukcesy kariery, lecz nie oznaczało to całkowitego zamknięcia sportowego rozdziału jej życia. Aktywność fizyczna dalej była częścią jej tożsamości oraz codzienności. Zmniejszały się jednak intensywność i czas, który przeznaczała na sport. Zbiegło się to ze zmianami w jej życiu - poznaniem przyszłego męża, następnie zajściem w ciążę i urodzeniem dziecka. W najnowszym wywiadzie multimedalistka olimpijska wróciła wspomnieniami do tamtych okresów i opowiedziała o przełomie, który nastąpił u niej niedawno.
Zobacz również:
Sportowe życie Bezceremonialny atak na Nawrockiego. Nie wytrzymał po tym pytaniu
Katarzyna PociechaTak teraz wygląda życie Kowalczyk-Tekieli. "Te dwie godziny są święte"
Justyna Kowalczyk-Tekieli gościła w podcaście Polskiego Radia, gdzie zdradziła m.in., co działo się w jej życiu po zakończeniu kariery biegaczki narciarskiej. Okazuje się, że przejście z wyczynowego uprawiania sportu do tej luźniejszej i lżejszej formy odbyło się u niej płynnie. Przyczyniły się do tego wydarzenia ze sfery prywatnej.
"Gdy kończyłam z tym największym wyczynem, byłam narzeczoną alpinisty, który gonił po górach. To ja z nim. Wszystko miało taką fajną płynną ścieżkę. Później pojawiła się ciąża, która zmusiła, chcąc nie chcąc, do zmniejszenia obciążeń. Dalej połóg, to jest masakra kompletna. Ciąża to bajka w porównaniu z tym wszystkim. I nagle się okazało, że tą fajną drogą z ośmiu godzin treningu dziennie, przeszłam sobie do dwóch, trzech, i tak już pozostałam" - wyznała Filipowi Jastrzębskiemu i Michałowi Okońskiemu.
Teraz wciąż ćwiczy codziennie i dba o to, by wygospodarować dla siebie przynajmniej dwie godziny na trening. "Resztę czasu staram się poświęcać pracy, a najwięcej mojemu synkowi. Ale te dwie godziny są święte" - wyjaśniła.
Sport fizjologicznie jest fantastyczny na wszelkiego rodzaju smutki, więc niech będzie regularny, to wtedy te smutki będą trochę mniejsze- dodała.
Sport był dla niej niejako terapią po najtrudniejszym życiowym doświadczeniu - śmierci męża w 2023 roku. Zasygnalizowała, że popularność, którą przyniosły jej sportowe sukcesy, po tragedii była pewnym obciążeniem. "To jest bardzo trudne, kiedy wchodzisz do sklepu i nagle wszystko milknie. (…) Ten odcień smutku, który do tego doszedł, był bardzo trudny" - powiedziała.
Jednak w ostatnim czasie coś zaczęło się zmieniać. Wiele osób już nie patrzy na nią przez pryzmat wdowieństwa i związanego z tym żalu, smutku, żałoby. Co spowodowało taki przełom? W ocenie Kowalczyk-Tekieli był to jej ostatnich wyjazd na zimowe igrzyska olimpijskie Mediolan-Cortina 2026, gdzie wystąpiła w roli telewizyjnej ekspertki. Wtedy wiele osób dostrzegło coś ważnego.
"Myślę, że dużo mi dał teraz wyjazd z telewizją na igrzyska, że ludzie zobaczyli, że ja się wciąż uśmiecham. Trochę zawalczyłam o ten uśmiech, ale on jest szczery i dzięki temu teraz widzę taki odbiór, że ludzie chcą się do mnie uśmiechać, a nie tylko głaskać mnie i przytulać" - przekazała, a pytana o to, czy jest szczęśliwa, podsumowała tylko: "Jest OK".
Zobacz również:
Sportowe życie Sabalenka "mamą", WTA oficjalnie ogłasza. Z radością potwierdziła na konferencji
Katarzyna Pociecha- A jednak to prawda o Świątek, decyzja zapadła. Menadżerka potwierdza
- Tomasiak jednak bez pieniędzy od polskiego rządu za ten medal. Oto powód



Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nasDołącz do nasbiegi narciarskieJustyna Kowalczyk