Tragiczne wydarzenia z Rajdu Nyskiego sprzed roku wstrząsnęły polskim światem sportów motorowych. Podczas jednego z odcinków specjalnych, na trasie między Polską Świętów a Suchą Kamienicą, samochód z numerem 112 wypadł z trasy i uderzył w drzewo, stając w płomieniach. Niestety, kierowca, Artur Sękowski, zginął na miejscu. Jego pilot, Maciej Krzysik, cudem uniknął najgorszego, choć odniósł poważne obrażenia.
Jak dowiedział się lokalny portal poleca.to, 41-letni Maciej Krzysik opowiedział o swoich przeżyciach po wielomiesięcznej hospitalizacji. Po wybudzeniu ze śpiączki farmakologicznej okazało się, że konieczna była amputacja obu dłoni. Mimo dramatycznych okoliczności i ciężkiego stanu, mężczyzna czuje się coraz lepiej i przechodzi rehabilitację. Jak sam przyznaje, lekarze dali mu „drugie życie”.
Krzysik wspomina moment wypadku z przerażeniem. Był przytomny na tyle, by wydostać się z płonącego pojazdu. „To był cud. W pojeździe był ogień. Na tyle dużo, że nie widziałem Artura” – relacjonuje. Udało mu się wydostać przez boczne okno i próbował wołać o pomoc dla swojego kolegi, ale wysoka temperatura uniemożliwiła skuteczną akcję ratunkową. Jego determinacja i walka o powrót do normalności, mimo tak poważnych obrażeń, jest inspirująca. Planuje powrócić do życia zawodowego i społecznego, traktując to jako formę terapii.
Co więcej, Maciej Krzysik nie wyklucza powrotu do sportów motorowych. Chciałby w ten sposób oddać hołd zmarłemu koledze. Jego marzeniem jest powrót do aktywności w okolicach kwietnia-maja, choć podkreśla, że wszystko zależy od decyzji lekarzy i postępów w leczeniu. Jego historia to świadectwo niezwykłej siły ducha i woli walki o życie.
Dla mieszkańców regionu, gdzie odbywał się Rajd Nyski, takie wydarzenia są przypomnieniem o ryzyku związanym ze sportami motorowymi, ale także o niezwykłej odwadze i determinacji zawodników. Historia Macieja Krzysika pokazuje, jak ważne jest wsparcie bliskich i profesjonalna opieka medyczna w obliczu tragedii.