W sobotę w miejscowości Witten, położonej w niemieckim Zagłębiu Ruhry, odbyły się uroczystości pogrzebowe Adama Sandurskiego, legendarnego polskiego zapaśnika, znanego jako "olbrzym z Rzeszowa". Sandurski, który zdobył brązowy medal olimpijski i liczne inne trofea, zmarł w wieku 73 lat. W ostatnim pożegnaniu uczestniczyli przyjaciele, rodzina oraz przedstawiciele polskiej społeczności.
Przyjaciele i rodzina żegnają legendę zapasów
Adam Sandurski, który mierzył 214 cm wzrostu i ważył 135 kg w czasach kariery, był jednym z najwybitniejszych polskich zapaśników stylu wolnego. Choć urodził się w Rzeszowie i tam rozpoczynał karierę w klubie Stal Rzeszów, swoje życie związał z niemieckim Witten, gdzie osiadł w 1985 roku i stał się ikoną lokalnego klubu KSV Witten 07. Pogrzeb odbył się w kościele śp. Franciszka w Witten, a mszę celebrował ks. Damian Lewiński, podkreślając wielkość sportowca i jego zasługi dla obu narodów.
Jak dowiedział się lokalny portal poleca.to, w ostatniej drodze Sandurskiemu towarzyszyli m.in. koledzy z maty Jan Falandys i Aleksander Cichoń, a także konsul generalny RP w Kolonii Marek Głuszko. Jan Falandys, wieloletni przyjaciel zmarłego, nie krył wzruszenia: "Adam był moim najlepszym przyjacielem. [...] Teraz musiałem tutaj przyjechać go pożegnać". Zdjęcie Falandysa na rękach Sandurskiego, które obiegło media, zostało odtworzone podczas uroczystości, przypominając o niezwykłej więzi między sportowcami.
Hołd w Rzeszowie i wspomnienia o "olbrzymie"
W dniu pogrzebu w Niemczech, dla tych, którzy nie mogli przybyć, zorganizowano mszę świętą w Rzeszowie. Uczestniczył w niej m.in. Tadeusz Solecki, kuzyn zmarłego, który podzielił się wspomnieniami o Sandurskim. Podkreślił jego wesołe usposobienie i zaskakujące dla tak potężnej postaci zamiłowanie do tańca, co było widoczne nawet na jego weselu. Wspomniano również o jego charakterystycznej jeździe maluchem do Witten, gdzie ze względu na wzrost musiał siedzieć na tylnej kanapie, a nawet w większym samochodzie fotel kierowcy był maksymalnie odsunięty.
Były zapaśnik Adam Rudyk opowiedział o początkach kariery Sandurskiego, podkreślając jego niezwykłe warunki fizyczne, choć początkowo brakowało mu techniki. Wskazał, że kluczowy okazał się trening siłowy w pozycji siedzącej, który nadał mu "zwierzęcą, niedźwiedzią siłę", co uczyniło go niepokonanym na macie. Detlef Englich, wieloletni działacz KSV Witten 07, opisał Sandurskiego jako "potężnego wojownika, który na końcu stał się cichy i skromny", porównując jego lekkość na parkiecie do tańca motyla.
Żona i córki Adama Sandurskiego otrzymały pośmiertnie Medal Stulecia Odzyskanej Niepodległości, co jest dowodem jego wielkich zasług dla Polski.