Futurolog dr Andrij Dligach przedstawił pesymistyczne scenariusze dotyczące rozwoju konfliktu w Ukrainie w 2026 roku. Jego zdaniem, pytanie nie brzmi, czy Rosja zakończy działania wojenne, lecz kiedy i czy uda się uczynić ten konflikt na tyle kosztownym dla agresora, by uznał jego bezsensowność.
Jak ocenił dr Dligach, świat obecnie skupia się na innych problemach, takich jak działania USA w Iranie, co zmniejsza presję wywieraną na Rosję. Kurczące się zapasy broni na świecie dodatkowo komplikują sytuację sojuszników Ukrainy, a perspektywy wyjścia z kryzysu pozostają niejasne.
Rosja, według futurologa, wiąże duże nadzieje z potencjalną prezydenturą Donalda Trumpa w USA, spodziewając się co najmniej dwóch i pół roku na kontynuowanie działań. Dr Dligach podkreślił, że wojna jest obecnie znacznie tańsza dla Rosji niż dla Ukrainy, której zasoby ludzkie są nieporównywalnie cenniejsze. Jedyną szansą na zmianę sytuacji jest strategiczna obrona i intensyfikacja dalekosiężnych ataków na terytorium Rosji, co mogłoby doprowadzić do jej rozpadu, gdy konflikt stanie się zbyt kosztowny.
Teoretycznie, zmiana prezydenta w Stanach Zjednoczonych mogłaby przynieść większą presję na Rosję. Dr Dligach sugeruje, że osoba taka jak Marco Rubio na stanowisku sekretarza stanu mogłaby być kluczowa dla takiej zmiany strategii.
Ekspert zauważył również, że Rosja kontynuuje ostrzał Ukrainy, mając na celu wywarcie presji na społeczeństwo i skłonienie go do zaakceptowania pokoju za wszelką cenę, nawet kosztem ustępstw terytorialnych. Słabnąca odporność społeczeństwa ukraińskiego jest wynikiem nieudanej kampanii komunikacyjnej, co wymaga zmiany krajowej strategii i skupienia się na wzmacnianiu kapitału ludzkiego oraz wewnętrznych możliwości.
Według dr Dligacha, jedynym krajem, który realnie zyskuje na toczącym się konflikcie, są Chiny, które wyczerpują zarówno Zachód, jak i Rosję, jednocześnie nie ponosząc strat.
Walerij Pekar, wykładowca Kijowsko-Mohylańskiej Szkoły Biznesu, podziela pesymistyczne prognozy, wskazując na szereg problemów gospodarczych, politycznych i militarnych, które uniemożliwiają Rosji zakończenie wojny. Nie przewiduje on skutecznych rozmów pokojowych ani zawieszenia broni w najbliższej przyszłości, spodziewając się kontynuacji presji na froncie i ostrzału infrastruktury.
Pekar wskazał cztery kluczowe powody, dla których Rosja nie wycofa się z wojny: ogromny koszt przestawienia gospodarki na tory cywilne, bezpośrednie korzyści rosyjskich elit z trwającego konfliktu, brak alternatywy dla tych elit oraz trudność w reintegracji setek tysięcy żołnierzy przyzwyczajonych do przemocy i stałych pensji, których powrót do kraju mógłby doprowadzić do destabilizacji Rosji.
Jak dowiedział się lokalny portal poleca.to, celem rosyjskich ataków jest utrudnianie życia Ukraińcom. Wiosną mogą to być ataki na systemy wodociągowe i transportowe, a latem na sektor energetyczny.